Wyprawa do Moonsfery kojarzy mi się z wyprawą na Księżyc z kilku powodów. Po pierwsze księżycowa nazwa, po drugie lokalizacja na dachu Centrum Olimpijskiego, aż wreszcie kosmiczna i tajemnicza kuchnia fusion, która zaskakuje nawet najbardziej wyrafinowanych smakoszy.
Aby dostać się do Moonsfery trzeba dotrzeć na sam szczyt nowoczesnego biurowca, pokonując trasę z szybkością rakiety, przeszkloną windą. Z otwieranych latem tarasów lokalu roztaczają się interesujące widoki Może nie do końca wygląda to jak na Marsie, ale na pewno jest to okazja do podziwiania pięknej panoramy prawobrzeżnej i lewobrzeżnej Warszawy.
To księżycowe miejsce to dzieło Jarosława Uścińskiego, który jest szefem kuchni restauracji od 4 lat, a od pewnego czasu także jej właścicielem. Kosmonauta Uściński zjadł kulinarne zęby gotując w Hotelu Bristol, a także prawie dziesięć lat szefując kuchni restauracji 99. Właściciel Monsfery znana postać w świecie Polskiej gastronomii, zyskuje także popularność wśród szerszego grona publiczności, pojawiając się w telewizji w programie “Kawa czy Herbata“, czy w radiowej Trójce, gdzie prowadzi program „Zapach poranka”. W Moonsferze króluje autorska kuchnia fusion, czyli kuchnia pełna eksperymentów, niebanalnych połączeń smaków, różnorodnych elementów kuchni z całego świata, zarówno Wschodu jak i Zachodu.
Sama restauracja urządzona jest w iście księżycowym stylu, jest tu przestrzennie, goście mają poczucie intymności, można oddać się interesującym rozmowom. Kolorystycznie dominują beże i biele, stoliki oddzielone są od siebie półprzezroczystymi zasłonami. Jest elegancko ale zarazem prosto i estetycznie. W Walentynki dochodzi do tego serduszkowy kicz, czyli dekoracje na stołach w krwistym czerwonym kolorze. Wybaczamy, bo to Walentynki. Siadamy na wskazanym miejscu, restauracja jest dość pusta, ale to ze względu na wczesną jak na Walentynkowy wieczór godzinę (16), z czasem lokal powoli się zapełnia, przychodzą kolejne elegancko ubrane pary. Wieczorem pewnie żaden stolik nie pozostaje pusty, gdyż już od 2 tygodni wszystkie miejsca na późniejsze godziny są zarezerwowane. Obsługa jest miła, szybka i uśmiechnięta. Jedyna uwaga to sposób podania wina przez kelnerkę, na stóle pojawiają się już nalane kieliszki z winem, co nie przystoi w restauracji o tym standardzie i cenach.
Dziś obowiązuje specjalne menu walentynkowe, to znaczy że w ramach określonej ceny za osobę (120zł) można wybrać przystawkę, zupę, danie główne i deser spośród kilku proponowanych przez restaurację. Każda część menu ma dziś swoją walentynkową nazwę, przystawka to Afrodyzjak, zupa to danie z Rajskiego Ogrodu, danie główne nazwano Romeo i Julia a deser nosi romantyczną nazwę Namiętne Marzenia. Wybieramy różne dania,aby jeszcze lepiej poznać tutejszą kuchnię. Nie jest to nasza pierwsza wizyta w Moonsferze, więc i tym razem nastawiamy się na wybitne kulinarne przeżycie.Czekając na zamówione dania podziwiamy panoramę naszej stolicy. Zanim zaczynamy zazdrośnie patrzeć na inne stoliki , na naszym pojawia się różowe wino hiszpańskie de Casta Rosado 2005. Chwilę potem na stół wjeżdża czekadełko w postaci ciepłego grillowanego pieczywa i pysznego serka z czosnkiem i ziołami. Zjadamy ze smakiem, pośpiesznie, bo już zbliża się do nas kelnerka z przystawkami.Z Afrodyzjaków wybieramy karmelizowaną w syropie z granatu świeżą figę na wasabi Mascarpone otuloną podsuszaną szynką, czyli flagowe danie Moonsfery,a także Zapiekany kozi ser podany na karmelizowanym plastrze ananasa, ubrany bukietem sałat skropionych dressingiem malinowo-balsamicznym. Figowa przystawka to Włochy i Japonia na jednym talerzu czyli serek mascarpone łączony z chrzanem wasabi, niespotykana kompozycja o oryginalnym, zaskakującym smaku. Delikatność serka jest tu przełamana ostrością wasabi. Do tego szynka parmeńska, roszponka i rucola. Świeżości daniu dodają pestki granatu i truskawki. Kompozycja smaków jest oryginalna i urzekająca. Tej potrawy, udając się do Moonsfery, zdecydowanie nie można przegapić, szczególnie, że stale jest w karcie. Kozi ser to miłe zaskoczenie, szczególnie dla mnie, jako że z reguły nie przepadam za serami dojrzewającymi. Muślinowy dressing doskonale podkreśla jego ciekawy smak. Krem ze szparagów ubrany salsą z pomidorów i bazylii , który pojawia się na stole niedługo potem, niezbyt miło zaskakuje, jest nijaki, mdły, a salsowe ubranie prawie niewidoczne. Nie jest to dobry wybór. Za to strzałem w dziesiątkę jest karaibski bulion ze skorupiaków z pulpecikami ryżowo – rybnymi. Wypełniony darami morza wywar jest doskonale przyprawiony, perfekcyjny, jedynie wielkość dania nie zachwyca, gdyż zbyt szybko docieramy do dna talerza. Z rozbudzonym po pierwszych potrawach apetytem, kontynuujemy kulinarną przygodę w Moonsferze. Duże wrażenie robi na nas polędwica wołowa przekładana avocado z suszonymi pomidorami na puree daktylowym z sosem anti cucho .Przystrojona chrupiącymi chipsami z ze smażonej cukinii i marchwi. polędwica zapowiada różne niespodzianki. Pod pierwszą warstwą idealnie wysmażonego mięsa odkrywamy kawałeczki rozdrobnionego awokado z suszonymi pomidorami, pod dolną porcją polędwicy ukrywa się puree ziemniaczano-daktylowe o słodkim, niespotykanym smaku. Całość dopełnia ostro- słodkawy czerwony sos anti cucho. Smak potrawy nie zawodzi naszych oczekiwań, jest intrygujący i odkrywczy. Jednak prawdziwa królowa wśród dań głównych tego wieczoru to zapiekana mozzarellą pierś kurczaka podana na bazyliowych gnocchi I bukietem świeżych sałat. Już po pierwszych kęsach wiemy, że jest to znakomity wybór. Nie możemy się oderwać od mięciutkiego mięsa połączonego z delikatną mozarellą, a także rozpływających się w ustach gnocci z boskim kremowym sosem.Zwieńczeniem walentynkowego menu jest deser czyli Carpaccio z ananasa opalone cukrem trzcinowym ubrane chrustem bezowym i kulką lodów wiśniowo – imbirowych a także G’atoe czekoladowe z imbirowymi wiśniami, kulką lodów waniliowych i sosem wasali. Carpaccio nie zachwyca. Pyszny ananas z cukrem trzcinowym, miłe wrażenia estetyczne, ale całość banalna i płaska w smaku . Gatoe okazuje się rozpływającym się w ustach ciastkiem wypełnionym czekoladą i wiśniami, z kulką lodów. Wszystkie składniki są doskonale skomponowane tworząc prawdziwe arcydzieło kulinarne, za którym jeszcze długo będziemy tęsknić. Na koniec jeszcze kilka słów należy się stronie wizualnej dań w Moonsferze. Wszystkie dania są pięknie podane, tworząc poetyckie kompozycje, a tym samym wzmagając niepomiernie apetyt smakoszy.
Rachunek w Moonsferze nie należy do najniższych, do tego doliczają automatycznie 10% serwis, co nie każdemu może się podobać. Ja osobiście wolę sama decydować o wielkości napiwku w restauracjach. To droga restauracja, ale wyrafinowane kulinarne przeżycia w Moonsferze są w pełni warte tej ceny. Przy wyjściu czekają na nas kolejne niespodzianki : czekoladowa fontanta, w której można zanurzać pokrojone owoce, a także losowanie prezentów. Pomysł wyśmienity. Ciągniemy za wstążeczkę i wyskakuje numerek naszej nagrody (trochę jak w „Szansie na sukces” gdzie Mann w ten sposób losuje numer piosenki , którą ma zaśpiewać uczestnik programu). Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby , ale nie mogę powstrzymać się od małego komentarza odnośnie nagród. Moim zdaniem prezent powinien być dostosowany do grupy docelowej, nie jeśli chodzi o wartość, bo rozumiem że niektóre nagrody są symboliczne, ale jeśli chodzi o dopasowanie marki do klienta. Wylosowaliśmy kawę, ale marka tej kawy, ze średniej półki, zdecydowanie nie trafiona jeśli chodzi o Moonsferową klientelę. Warto następnym razem lepiej przemyśleć wybór prezentów. Może lepiej kupić coś tańszego, ale o wizerunku Premium. To takie moje marketingowe 3 grosze. Mimo wszystko walentynkowe losowanie to świetny pomysł i miły gest.
Jeśli Waszym marzeniem jest kulinarna podróż na Księżyc, lubicie odkrywać nowe niespotykane i urzekające smaki, koniecznie udajcie się do Moonsfery, aby odnaleźć kawałek kosmicznego świata na kulinarnej mapie Warszawy.
A poniżej podaję przepis na moje ulubione danie w Moonsferze (cytuję za magazynem Kuchnia):
FIGA KARMELIZOWANA W BALSAMICO, Z SZYNKĄ PARMEŃSKĄ, WASABI, MASCARPONE, PESTKAMI GRANATU I TRUSKAWKAMI
1 łyżeczka masła, 1 świeża, dojrzała figa, 2 łyżki octu balsamicznego (gęstego), szczypta cukru trzcinowego, 10 dag serka mascarpone, 1/2 łyżeczki chrzanu wasabi, garść świeżych listków rukoli, 3 plastry szynki parmeńskiej, pestki z 1 owocu granatu, 10 dag truskawek, grubo tłuczony czarny pieprz, sól
Na rozgrzaną patelnię wrzucamy odrobinę masła i lekko obsmażamy na nim figę z każdej strony. Po ok. 3 minutach odlewamy tłuszcz, dodajemy łyżkę octu balsamicznego i szczyptę cukru trzcinowego. Stale poruszając patelnią, doprowadzamy do zgęstnienia octu i powleczenia figi glazurą. Gdy jest gotowa, rozcinamy ją na krzyż, nie przecinając do końca. Mieszamy mascarpone z wasabi, nakładamy serek na rozciętą i lekko rozchyloną figę, ubieramy danie rukolą, okręcamy lekko plastrami szynki parmeńskiej. Przybieramy pestkami granatu i kawałkami truskawek. Doprawiamy całość świeżo utłuczonym czarnym pieprzem oraz solą, talerz skrapiamy pozostałym octem balsamicznym.
Moonsfera, Wybrzeże Gdyńskie 4, tel. (22) 560 37 33
Zobacz także:
Przepis figa karmelizowana w balsamico jest super, wyszło bardzo smaczne, przepis godny polecenia