Gar Jakubiaka

9 listopada 2014

Gar, który firmowała kiedyś swoim nazwiskiem Magda Gessler to restauracja, do której jakoś nigdy nie zapałałam wielką miłością. Jak dla mnie było tam jednak zbyt sztywno, a jeśli chodzi o doznania smakowe to niewiele pozostało w mojej pamięci. Zdziwiłam się, gdy Tomasz Jakubiak otworzył w tym miejscu restaurację Gar Jakubiaka. Nie lepiej było tworzyć od początku swoją własną historię z nową nazwą? Jakubiaka poznałam kiedyś na warsztatach poświęconych kuchni alzackiej, kiedy wspólnie z blogerkami kulinarnymi przygotował doskonałą kolację. Ja wtedy głównie robiłam zdjęcia i degustowałam. Dwa lata później odwiedziłam knajpę tex-mex w Wilanowie, której był współwłaścicielem, ale wróciłam nieco rozczarowana, bo miejsce okazało się po prostu fast foodem. Gar przy Jasnej daje jednak nadzieję na powrót na właściwą drogę, do prawdziwej kuchni. Czy tak jest w rzeczywistości?

Gar Jakubiaka wnętrze

Oficjalne otwarcie omijam. Nie lubię dużych spędów i celebryckich imprez. Mimo tego, w ciągu pierwszego miesiąca od otwarcia lokalu odwiedzam go trzy razy. Nowoczesny wystrój idzie w kierunku modnych ostatnio stołów socjalnych, sporej części barowej z wysokimi krzesłami, lustrami na ścianach. Większość stolików jest zajętych, co chwilę do środka wchodzą nowi goście. Ku radości Smakusia podczas trzeciej wizyty pojawia się blisko wejścia specjalny kącik dla dzieci.

Za każdym razem kosztuję głównie dań spoza karty. Bo w karcie znajdziemy zupy, przystawki, makarony, sałatki, pizze i desery. Czyli dość standardowo. O dania główne trzeba zapytać kelnera albo pofatygować się aby przeczytać kartę dań dostępnych danego dnia, wypisanych kredą na tablicy przy wejściu.

Gar Jakubiaka bar

Przeglądam kartę. Oferta przystawkowa jest tu krótka i dość skromna. Nie mam ochoty ani na wątróbkę, ani na krewetki czy bruschettę. Podczas jednej z wizyt próbuję krewetek z salami drwala, limonką i świeżą kolendrą  (36 zł). To danie wyraziste, pikantne, świetnie rozbudzające apetyt. Pizza i makaron też dziś nie są mi jakoś po drodze. Podczas trzech wizyt na Jasnej robię za to pełny przegląd zup. Zupa z jesiotra (19 zł) smakuje trochę jak warzywna mojej mamy. Gęsta, treściwa, wypełniona  ziemniakami, warzywami i sporymi kawałkami ryby to prawdziwa domowa zupa o czystym i zdecydowanym smaku. Zupa krem z kiszonych pomidorów ze skorzonerą (14 zł) jest mocno kwaśna przełamana lekko słodkimi plasterkami skorzonery. Jak dla mnie smakuje bez zarzutu choć dominacja smaku kwaśnego nad innymi nutami jest zbyt mocna. Aromatyczny Żurek jest z kolei kwaśny jak trzeba, z czosnkową nutą z ziemniakami pokrojonymi w sześciany, cebulką i grzybami. To wyśmienita, pełna smaku zupa – dawno takiej nie jadłam.

Gar Jakubiaka zupa z kiszonych pomidorów

Gar Jakubiaka zupa z jesiotra

W ramach niedzielnego zestawu obiadowego (39 zł zupa, drugie i deser) żurkowi towarzyszy Kiełbasa biała duszona w cebuli z puree ziemniaczanym i zasmażaną kapustą.  Kiełbasa jest dobrze przyprawiona, lekko pikantna, oblana sosem chrzanowym, podana w towarzystwie białej marynowanej cebuli. Chętnie ten wybór jeszcze powtórzę. Dwukrotnie kosztuję w Garze krwistego antrykota podanego z sosem pomidorowym o słodkiej, ale lekko wytrawnej nucie. Mięso wysmażone jest zgodnie z życzeniem, różowe od środka, a jego jakość jest na najwyższym poziomie. Warta polecenia jest także delikatna w smaku polędwica z dorsza z brukselkami w śmietanie  i blanszowanym jarmużem (36 zł). Ciekawe i charakterne są  Gołąbki z jagnięciną (32 zł). Na deser zwykle nie pozostaje mi już miejsca, raz kosztuję  panna cotty z musem malinowym i owocami. Jej konsystencja odbiega od tego do czego jestem  przyzwyczajona, jest trochę zbyt rzadka, ale w smaku się broni.

Gar Jakubiaka antrykot

Gar Jakubiaka gołąbkiGar Jakubiaka kiełbasa
Dorsz Gar Jakubiaka

Bardzo mi się podobało w tej restauracji – oświadcza już w samochodzie mój 4-letni Smakuś – wrócimy tu jeszcze? A mi trudno się z nim nie zgodzić. Bo dobrze tu karmią.

Gar Jakubiaka, ul. Jasna 10, Warszawa, Śródmieście, tel. 22 828 26 05

11 Responses to Gar Jakubiaka

  1. Natalia says:

    byłam wczoraj 🙂 Super!

  2. Lucas says:

    Szkoda tylko, że moja porcja dorsza w porównaniu do tej ze zdjęcia składała się z: połowy dorsza, jednej (!) brukselki, już mniejsza o jarmuż, którego też było znacznie mniej. Szkoda, że restauracja nierówno traktuje zwykłego klienta i klienta robiącego zdjęcia do bloga. Szkoda, bo ja take knajpy omijam 🙁

  3. Adam Bil says:

    Dziękuję za ten post, szczerze mnie zachęcił do odwiedzenia Garu, ciekawy jestem jakie napoje tam podają. Jesteśmy z zachodniej części Polski i jak tylko będziemy w Warszawie to odwiedzimy to miejsce.

  4. Daria says:

    Miejsce bardzo słabe. Zamówiliśmy dwa antrykoty, stopień wysmażenia medium rare. Żaden nie był. Na obsługę długo się czeka. Atmosfera raczej w stylu Pijalni Wódki i Piwa. Naprawdę nie ma powodów do ochów i achów.

  5. gloria says:

    Wielki zawód. Na zarezerwowany przez nas stolik czekalismy prawie 10 minut bo kelnerka nie mogla znalezc managera. Dodatkowo na zamowione przez nas dania nie dość, że czekaliśmy ok 30 min to były Bardzo odbiegające od naszych oczekiwań. Do śledzia Kelnerka nie podała nam chałki, gdy się zorientowaliśmy i zwróciliśmy uwagę stwierdziła, że się skończyła, ale nie poinformowała nas podając danie. Najlepszą z zamówionych 8 dań okazała się herbatka zimowa z imbirem. Głośna muzyka house grana przez DJ-a zagłuszała nasze rozmowy i jakoś nie pasowała do klimatu restauracji. Bardzo lubię Pana Jakubiaka i oczekiwałam większego poziomu jego restauracji. Czuję się zawiedziona.

  6. Beata says:

    Restaurację tą odwiedziłam wczoraj z grupą znajomych, nie wiedząc kto to jest Jakubiak, nie znajac historii tego miejsca. Jedzenie, które zamówiliśmy bardzo nam smakowało. Sałatka szpinakowa 28 złotych, sałatka z buraka 25 złotych, pyszny chleb, pierogi z jagnięciną (chyba niestety z mikrofali) na deser panna cotta, tiramisu – smakiem odbiegały od innych restauracji. Obsługa sympatyczna, profesjonalna, miła, będąca na czas. Bez zadęcia, bez ochów i achów. Fajne miejsce na spotkanie w centrum i zjedzenie czegoś o innym smaku. Można śmiało polecić.

  7. Tomasz says:

    Masakra. Błe!
    Do tej pory mi jeszcze nie dobrze. Ale po kolei:
    Była wczesna pora obiadowa. Zamówiłem antrykot.
    Miły i dobrze wyszkolony kelner oczywiście spytał o stopień wysmażenia, nie przeczę.
    Po pewnym, niezbyt długim czasie przyniósł danie: spory kawałek mięsa…. na desce wyściełanej brązowym, ekologicznym pergaminem…
    Kawałkowi mięsa towarzyszył przekrojony ziemniak i troche zmieszanych z pokrojonymi pomidorami bez skóry, listków różnych sałat, bez żadnego dressingu.
    W to wszystko wstawione było ceramiczne naczynko z jakimś zimnym sosem, też chyba z pomidora (?).
    Niestety danie nie miało smaku: nic nie pomógł nawet kawałek rozmarynu wklejonego w mięso, ani podane przez kelnera pieprz i sól.
    Po dłuższej chwili misternie uformowany papier zaczął rozmiękać, a w czasie krojenia mięsa, zaczęła przezierać spod spodu brudna drewniana deska… kawałki mokrego papieru trzeba było odklejać z kęsów i wtedy cały apetyt zniknął…
    Apetyt już nie powrócił nawet pomimo podania bardzo smacznego deseru panna cota i kawy espresso (chociaż espresso mogłoby być „bardziej espresso”). Deser podany był już tradycyjnie – w szklanym naczyniu, choć przez moment zastanawiałem się czy nie da się go podać na przykład w ładnym pudełeczku kartonowym… Espresso mogłoby też być podane np. w łupinie z włoskiego orzecha wyściełanej folią aluminiową – byłoby niewątpliwie ciekawiej…
    Do tej pory, a jest już późny wieczór, nie mam ochoty nic jeść – mało tego, na samo wspomnienie „inwencji” kucharza, chce mi się wymiotować.

  8. Artur says:

    Odwiedziliśmy Gar Jakubiaka po kilku miesiącach przerwy. poprzednim razem wszystko było idealnie. Tym razem jedzenie znów było na najwyższym poziomie ale dostępność dań z menu fatalna. Już o 17:00 brak było 1/3 potraw, kelner informował nas co chwila o kolejnych brakach:
    – brak sałatki z buraków,
    – brak polskiego latte (polecane w menu)
    – brak zupy (jakiejkolwiek),
    – brak dorady (danie dnia) o mulach w sobotę nie ma co marzyć
    – brak żeberek…

    po przystawkach zamówiliśmy butelkę Rieslinga na która czekaliśmy dłużej niż na niż na dania główne (prawie godzinę), zamawiając kolejną usłyszeliśmy, że to już ostania butelka tego wina… (pysznego dodam)

    około 19:30 obok naszego sześcioosobowego stolika, pojawiła się duża zorganizowana grupa przy „stole socjalnym”, przez ramie słyszałem kolejno „pierogów nie ma…, itd” katastrofa… wychodząc z lokalu, kolejna informacja przekazywana pomiędzy kelnerami „pizza wyszła…” całe szczęście my tez już wychodziliśmy.

    Panie Tomku, smak kuchni którą Pan firmuje jest rewelacyjny. Jednak wrażenie pozostawione przez wczorajszy wieczór długo będzie psuć smak zjedzonych potraw. Było mi wstyd przed moimi gośćmi, że wybrałem Pana restaurację.

  9. Anna says:

    Pytam się po jakiego grzyba w restauracji w której przychodzą goście pojesc, popić, zrelaksować się, jest koncik dla dzieci? Są inne miejsca dedykowane dla dzieci.
    Idąc do restauracji godzinach wieczornych CHCĘ ODPOCZAC OD WRZASKOW, KRZYKOW I BIEGANIA DZIECI, tym bardziej, że płacę niemało!

  10. mama says:

    po to ze rodzice tez ludzie i tez chca pojesc popic i zrelaksowac sie i tez płacą niemało…. a dzieci bawia sie same…. co za ulga….

  11. mama says:

    płaca nawet wiecej bo dzieci tez ludzie, tez jedza

Odpowiedz na „Adam BilAnuluj pisanie odpowiedzi