Kogel Mogel

16 stycznia 2012

Kogel MogelŚnieg na spółkę z wiatrem próbują nas zatrzymać, a sam lokal nie pozwala się zbyt łatwo odnaleźć. Ale nie poddajemy się! Czas wyściubić nos poza Centrum i zacząć eksplorować kulinarnie dzielnice odleglejsze od Śródmieścia. Celem naszej, pełnej przeciwności gastronomicznej podróży jest Kogel Mogel. To niewielki lokal na Bemowie, zasugerowany jako miejsce warte odwiedzenia, przez jednego z aktywnych fanów Restaurantica.pl na Facebooku. Kogel Mogel mieści się w pasażu na osiedlu przy ulicy Powstańców Śląskich. Nie łatwo tam trafić, mimo dość szczegółowego opisu na stronie. Nie da się też podjechać bezpośrednio pod lokal, trzeba zostawić samochód z drugiej strony budynku. Nie straszne nam przeciwności, nie straszne płatki śniegu, które popychane wiatrem próbują nas zwalić z nóg, bo czas przecież na odkrycie kolejnego kulinarnego miejsca.

Wystrój w Koglu Moglu jest prosty, nowoczesny, estetyczny. Dominują szarości, biel i zieleń.  Z tyłu za barem wyrosła sztuczna trawa. Kilka talerzy zamiast leżeć poziomo na stołach zawisło pionowo na ścianach. Te same talerze są także częścią lampek, w które wkomponowano także łyżeczki do kawy. Mieści się tu także mały kącik dla dzieci. W zimowe sobotnie popołudnie jest tu pusto gdy wchodzimy, z upływem czasu powoli zapełniają się pozostałe stoliki. Niedaleko baru siedzi chyba właściciel, konwersując w języku language :).

Kogel Mogel

Karta dań jest niezbyt rozbudowana, w każdej części tylko po kilka propozycji. Kogel Mogel to restauracja z kuchnią międzynardową w brytyjskim stylu. Znajdziemy tu zarówno dania swojsko brzmiące, jak choćby kurczak mazowiecki, ale także propozycje z dalekiej Azji jak zupa czy polędwiczki po tajsku. Po przeczytaniu menu jesteśmy zaintrygowani i pełni nadziei na interesujący ciąg dalszy. Poza obiadem i kolacją, w weekendy można wpaść tu na śniadanie w stylu angielskim (24 zł). Jest także specjalne menu dziecięce, o którym więcej napiszę w sekcji Baby Menu.

Ponieważ menu w restauracji Kogel Mogel  jest nieoczywiste i kilka opisów dań brzmi bardzo ciekawie, wypytuję kelnerkę o składniki i rekomendację.  Czas oczekiwania na portawy nie jest zbyt długi. Szybko dostajemy nasze przystawki, a Smakuś gofra (6 zł) wybranego z menu dziecięcego. Moja Mozaika z kurczaka confit (15 zł) to danie o designerskim wyglądzie, trochę przypominające wzorzyste płytki ułożone w kuchni u znajomych. Aż szkoda wbić w nią widelec psując misterną kompozycję. Świetnie komponuje się z towarzyszącym jej chutneyem z owoców sezonowych (czy to może gruszki?), który świetnie wzbogaca niezbyt przecież wyrafinowanego i prostego w smaku kurczaka.

Kogel Mogel

Zupa krem z selera z angielskim bekonem ( 10 zł) o kolorze zbliżonym do bieli i kremowej konsystencji ma mocną bekonową nutę, która całe danie wynosi na wyżyny kulinarnej sztuki. Niczym Sherlock Holmes szukam boczku w białym kremie, ale po przemierzeniu kilkukrotnie łyżką talerza, nigdzie go nie znajduję. Czuję go jednak na podniebieniu, dobrze się ukrył w białym zupowym jeziorze.  Stek z sezonowanego rostbefu (38 zł) okazuje się niestety nie być gwiazdą menu. Jest twardy tak, że nie tylko trudno go odkroić, ale także trudno pogryźć, a zęby mam jeszcze dość sprawne.  Zwracam na to uwagę obsłudze oddając ledwie ruszony kawał mięsa.  „Rostbef musi być twardy” zapewnia mnie kelnerka – „to przecież nie polędwica”. Zgadzam się, bo rostbef jadłam nie raz, ale nie zawsze był on twardy jak podeszwa. Dlatego nieprzyzwyczajonym do twardego mięsa, tego dania nie polecam, lepiej wybrać coś innego. Niezbyt udanej wołowinie towarzyszą doskonałe dodatki. Szpinak, na którym położył się rostbef przytulony do czosnku i masła jest aromatyczny, pyszny, doskonały.  Frytki ułożone w mini wieżę na oddzielnej miseczce są prawdziwe, domowe, cięte z ziemniaka, a nie rozmrażane z folii. Są duże i grube. Są dokładnie takie jak lubię i jakie pamiętam z Wielkiej Brytanii i ich popularnego Fish & Chips. Ciężko takie znaleźć w warszawskich lokalach. Sos do mięsa, diane, jeden z trzech do wyboru, jest rewelacyjny, winno-śmietanowy, z pieczarkami. Nie wykorzystuję go do mięsa, za to świetnie  komponuje się z frytkami.

Wolno pieczony boczek (26 zł) to znów danie warte dalekiej wyprawy. Podany jest z polentą, kaszanką i karmelizowanym jabłkiem. Całość, mimo, że nie jest daniem dietetycznym, jest niezwykle smaczna i pięknie podana. Kruche delikatne mięso, świetnie współgra z polentą, kaszanką i sosem z Madery.

Kogel Mogel polubiłam. Za ciekawe menu, oryginalne dania, niebanalne połączenia. To na pewno jedno z tych miejsc, do którego warto się wybrać jeśli się lubi gastronomiczne eksploracje. Więcej było pozytywnych niespodzianek, które przeważyły nad wrażeniami z niezbyt udanego rostbefu. Wracać tam będę, by spróbować  np. tagliatelle z chorizo i krewetkami, zupę tajską czy polędwiczki po tajsku. Ale to już chyba po zimie, gdy wiatry i śniegi nie staną mi na drodze.

Kogel Mogel, ul. Powstańców Śląskich 106, tel. (22) 408 11 01 (restauracja zamknięta)

Podsumowanie