Delikatesy Esencja – historia pewnej znajomości

5 lutego 2012

Delikatesy EsencjaMoja znajomość z Delikatesami Esencja to już dość długa historia. Zaczęło się od kilku wizyt w Esencji Smaku  na Odolańskiej (opisałam dwie z nich, pierwszą w 2007 roku, kolejną w 2008). Jej właścicieli miałam kiedyś okazję przelotnie spotkać na jednym z kulinarnych wydarzeń organizowanych przez slow food. Co miesiąc zaskakiwali gości nowym menu. Tak częste zmiany karty dań były wtedy ewenementem w warszawskich knajpach. Na Odolańską można było wpadać po nowe odkrycia, a tutejsze menu nie mogło się po prostu znudzić. Esensję Smaku pamiętam z  intrygujących smakowych kompozycji, potraw z sezonowych warzyw i owoców,  a także moich ulubionych szparagów, na które wracałam co roku w maju. Było tam wszystko to, co tygrysy lubią najbardziej.

Znajomość z Delikatesami TR  nawiązałam już kilka dni po otwarciu restauracji, kiedy jesienią 2009 roku zawitałam na Marszałkowską. Zachwyciłam się świetnymi krewetkami i wybitną wołowiną. Było co prawda wtedy trochę chłodno, bo akurat nawaliło ogrzewanie, ale jedzenie zrekompensowało wszelkie niedogodności. Trochę ze smutkiem (bo z dwóch smakowitych miejsc zrobiło się jedno), ale i zainteresowaniem (bo oba miejsca bardzo polubiłam) przywitałam fuzję Delikatesów z Esencją, która miała miejsce rok temu. Z Delikatesów został lokal i wystrój, z Esencji menu i właściciele.  Moja znajomość z Delikatesami Esencja rozpoczęła się jednak dopiero jesienią. Pretekstem do odwiedzin była akcja gęsinowa.

Karta restauracji jest krótka i podobnie jak w lokalizacji na Mokotowie zmienia się co miesiąc. Gotują tutaj w duchu slow food, podają potrawy międzynarodowe, wykorzystując produkty sezonowe. Produkty kupują u lokalnych dostawców, mają swojego rzeźnika, dostawcę jaj, serów etc.

Lokal ma niezobowiązujący charakter, taki pomiędzy restauracją, kawiarnią i barem. Przychodzi tu sporo osób, przynosząc dobrą energię i tworząc z niego miejsce, do którego chce się wracać. Pomieszczenie jest długie, zakończone wielkim lustrem, które powiększa optycznie lokal. Panuje tu lekki półmrok rozświetlony klimatycznymi lampami. Gdy ktoś mnie pyta, gdzie warto spotkać się ze znajomymi, jest to jedno z tych miejsc, które automatycznie przychodzą mi do głowy. Luz, rozmowy, dobre jedzenie i wino to moje skojarzenia z Delikatesami.

Okrasa z gęsiny, którą kosztujemy podczas pierwszej wizyty, jest doskonała. Resztę dań  zamiawiamy spoza gęsinowej karty, gdyż jej popularność przerosła oczekiwania właścicieli.   Jemy rewelacyjne żeberka z pęczakiem, boską sałatkę z pieczoną dynią i oryginalne, ezgzotyczne gyutataki (22zł) czyli surową, marynowaną polędwicę z tartym czosnkiem i imbirem. Nie dziwię się, że danie to nazwane jest w karcie „narodowym daniem esencji”, ja z pewnością będę na nie wracać.

W styczniu ponownie trafiam do Delikatesów Esencja, tym razem obie z przyjaciółką zamawiamy hamburgera. Nie, nie przestawiam się na fast food, choć hot dogi z ikei zdarza mi się od czasu do czasu wciągnąć:) Tutejszy hamburger na szczęście nie ma nic wspólnego z hamburgerami z Mac Donald’sa czy Burger Kinga. To hamburger w wersji slow food, z ziołami, grillowanymi warzywami, buraczkami, cebulką, sosami serwowany z domowymi frytkami (42 zł). Mięso jest soczyste, lekko różowe, wysmażone zgodnie z życzeniem czyli na poł krwisto. To hamburger pełen smaku, w przeciwieństwie do papierowych fastfoodów, które smaku są pozbawione. W połączeniu z ziołami, warzywami i sosem tworzy świetną, sycącą całość.

Gdy melduję się w Delikatesach na Facebooku, Froasia, autorka Frobloga w komentarzu poleca mi spróbowanie musu czekoladowego. Ale na to już nie mam dziś miejsca, hamburger wypełnił ostatnie wolne przestrzenie mojego ciała.  Do tego rozgrzewająca herbata malinowo-pomarańczowa. Ehh pyszności. Tak mija  kolejne miłe popołudnie pod znakiem niemłodej już znajomości. Najpierw z  Esencją Smaku, potem z Delikatesami TR, teraz z Delikatesami Esencja. To bardzo pozytywna znajomość. Którą mam zamiar kontynuować.

Delikatesy Esencja, ul.Marszałkowska 8, tel. 22 480 80 18