Konsulat Praettigau – witajcie po drugiej stronie lustra

13 marca 2016

Konsulat Praettigau musiał się dobrze przede mną ukrywać, bo o jego istnieniu dowiedziałam się dopiero pięć miesięcy po otwarciu. Ta przedziwna restauracja otworzyła się we wrześniu zeszłego roku na Pradze, w okolicach Ząbkowskiej w eleganckim apartamentowcu otoczonym starymi kamienicami. Dlaczego jest przedziwna – zobaczycie dalej.  Obsługuje nas trochę wczorajszy pan w garniturze, który przedstawia się jako właściciel i wicekonsul. Za stworzenie konsulatu odpowiada również szwajcarski artysta performance’u Rudolf Steiner, okrzyknięty konsulem, w całość zamieszana jest także grupa praskich artystów. Konsulat Pratigau to przedstawicielstwo szwajcarskiej doliny Praettigau w Warszawie. To miejsce skupione wokół artystów i niecodziennych pomysłów. Odbywają się tu instalacje, wystawy i twórcze działania skupione wokół klimatów warszawskiej Pragi.

Konsulat Praettigau z zewnątrz

Wszystkie przedmioty w restauracji mają swoją historię. Królik na ścianie symbolizuje Dolinę Praettigau, gdzie co roku można spotkać rzesze biegających po trawie królików. Klosze lamp zastąpione są elementami osłon od zbiorników paliwowych samolotów wojskowych Tornado, a nad naszymi głowami wisi dziób od Antonowa An-24.  Surowe, industrialne wnętrze, jakby nie do końca wykończone, ocieplają fioletowe kwiaty i dodatki, które dodają mu elegancji przenosząc nas na chwilę w klimaty odległe od praskich.

Konsulat Praettigau królik

Konsulat Praettigau wnętrze

Konsulat ma przeszklone dwie ściany, przez szybę obserwuję podwórko przez które przechodzą mieszkańcy okolicznych kamienic. Starszy zgarbiony pan ze swoim wózeczkiem wjeżdża powoli w ciemne podwórko, mama zagania do domu dwójkę dzieci, ludzie przechodzą z zakupami. Tak wygląda normalne praskie podwórko. Na tym tle dość kontrastująco wygląda krzątający się przy otwartej kuchni Charlie, szef kuchni, który przyjechał z Wybrzeża Kości Słoniowej. Menu restauracji to dania kuchni międzynarodowej takie jak filet mignon, pieczeń z młodych byków, królik czy risotto z boczniakami.

Konsulat Preattigau wnętrze sufit

Najpierw na stole pojawiają się zupa cebulowa i zupa z pieczonych pomidorów, które obsługa nalewa do talerzy bezpośrednio z garnków przy gościach. Esencjonalna Zupa cebulowa (15 zł) jest poprawna i miło rozgrzewa, choć jak dla mnie mogłaby być bardziej wytrawna i mocniej przyprawiona. Zupa z pieczonych pomidorów (15 zł) jest gęsta, sycąca i obfita w smaki. Boczniaki z patelni (25 zł) są fajnie przyprawione z dodatkiem pesto, suszonych pomidorów, balsamico i twardego włoskiego sera. To przyjemny starter. W karcie, w daniach głównych ze zdziwieniem odkrywam zupę rybną, ale dopiero po jej zjedzeniu rozumiem, czemu tam się znalazła.

Konsulat Praettigau zupy

Konsulat Praettigau boczniaki

Zupa rybna Chefa Charliego (35 zł) to zupa bez dna, gdy tylko docieram do dna talerza, pojawia się wicekonsul z garnkiem i robi dolewkę… po drugim talerzu jestem już pełna. Zupa jest idealnie przyprawiona, wyczuwam w niej świeżo zmielony pieprz, imbir, zioła. Warzywa pocięte w słupki miło chrupią, a spore kawałki ryby są soczyste i smakowite. Na tą znakomitą zupę chętnie tu wrócę. Kaczka pieczona a’la Konsulat (49 zł) jest różowa w środku i soczysta, ziemniaczane gratin i warzywny dodatek dodają kompozycji radosnych nut. Danie pokazuje że kucharz umie gotować. Obiad kończymy  deserem w wiosennych kolorach, naleśniki z pomarańczowym syropem –  Crepe Suzette (12 zł) smakują tak jak powinny.

Konsulat Praettigau zupa rybna

Konsulat Praettigau kaczka

Konsulat Praettigau deser

Pomiędzy posiłkami wicekonsul zabawia nas opowiastkami. „Obsługuję dziś sam, bo jedną kelnerkę przegonił mi szef kuchni, a do drugiej przyjechała kuzynka i powiedziała, że wychodzi” – skarży się – „a ja dziś jeszcze nawet nic nie jadłem”. Opowiada także o zarekwirowaniu przez policję wyeksponowanej zabytkowej pordzewiałej broni „mieli nakaz prokuratora i zabrali nam karabin, który eksponowaliśmy przed wejściem”. Na zakończenie zagaja „Szkoda, że nie przyszła Pani wczoraj były tu charty” – przez chwilę myślę, że żartuje, ale wicekonsul dodaje „chodziły o tu między stolikami, bo chciałem jednego sobie kupić”… Mam wrażenie że przeniosłam się na drugą stronę lustra…

„Taki tu sobie mamy nasz swój świat” zamyka jedną z opowieści obsługujący nas wicekonsul. Jeśli chcecie przenieść się do innej rzeczywistości i znaleźć się w krainie absurdu koniecznie odwiedźcie Konsulat Praettigau, w tak przedziwnym miejscu dawno nie byłam. I co jeszcze bardziej mnie zdziwiło – karmią tu bardzo dobrze, a kucharz nie boi się przypraw i wyrazistych smaków.

Konsulat Prettigau,ul. Nieporęcka 6, Warszawa, tel. 575 648 028