niedzielny brunch w Absyncie

25 czerwca 2007

W niedzielę wybraliśmy się na rodzinny brunch w Absyncie na ul.Wspólną 35. To jedna z kilku knajp należących do rodziny Kręglickich, jedyna z nich, w której byłam tylko raz i to dawno temu. Zapamiętałam je jako  miejsce sztywne i puste, stąd też nie ciągnęło mnie tam ponownie. Wczoraj Absynt zmienił się w moich oczach, tętnił życiem, było sympatycznie, wcale nie sztywno. Duże drzwi wejściowe zostały rozsunięte i lokal otworzył się na zewnątrz, do środka wwiewał miły wiatr i czuło się śródziemnomorską atmosferę. Brunch w Absyncie to taka francuska wersja „szwedzkiego stołu” – jesz i pijesz ile chcesz. A stół był suto zastawiony różnymi potrawami począwszy od serów, sałat, przystawek, poprzez dania ciepłe (cielęcina , wieprzowina, łosoś) kończąc na deserach. Dla każdego coś miłego. Byliśmy w 8 osób w różnym wieku i każdy znalazł coś dla siebie. Mi najbardziej smakowała cielęcina, sałata z  tuńczykiem i fasolką, pieczona papryka i delikatny malinowy mus. Do tego podano przyzwoite białe i czerwone wino. Obsługa w Absyncie jest  bardzo sympatyczna, jednocześnie nie narzuca się klientom, kelnerzy pojawiają się dokładnie akurat wtedy , kiedy są potrzebni. To dla mnie wzór obsługi. Gorąco polecam na niedzielny, rodzinny brunch.

Absynt ul.Wspólna 35, (Uwaga! Restauracja zamknięta)

Podsumowanie