Joseph’s Wine Bar – światowo na Duchnickiej

23 stycznia 2011

O zbliżającym się otwarciu tego miejsca mówiło się w Warszawie już od kilku miesięcy. W grudniu odbywały się tu tylko imprezy zamknięte, aż wreszcie na początku stycznia Joseph’s Wine Bar otworzył się dla szerokiej publiczności. Joseph’s Wine & Food to restauracja z winiarnią firmowana przez Josepha Seeletso, znane nazwisko w kulinarnym świecie. Joseph zwany też po polsku Józkiem, botswańczyk z pochodzenia uczył się sztuki gotowania w rodzinnej Botswanie i w Londynie, a ostatnio kilka lat pracował w Wine Barze na Puławskiej. Stał się też twarzą rozpoznawalną w mediach gotując dla gości i widzów programu „Dzień Dobry TVN”.

 Joseph’s Wine Bar przyciąga oryginalną lokalizacją w starej fabryce na Duchnickiej. Miejsce niby blisko centrum, ale trochę na uboczu, w niedalekim sąsiedztwie popularnego i lubianego przeze mnie Mielżyńskiego. Wrażenie robi już sam budynek, w którym zlokalizowana jest restauracja. Dawna fabryka została zaaranżowana na nowoczesny loft. Lokal ma również ciekawe otoczenie, obok znajdują się agencje reklamowe, sklepy z wyposażeniem wnętrz, meblami. Klimat tu trochę jak w Londynie, Hamburgu czy w Berlinie, gdzie temat loftów zaadoptowanych na nowoczesne wnętrza jest na topie już od kilku lat.

Po wejściu do środka zaskakuje wypełniony prawie po brzegi lokal, co jest nie lada wyczynem w Warszawie w niecałe dwa tygodnie po otwarciu, bez wielkiego szumu, reklam i recenzji :). Mamy szczęście znajdując ostatni wolny stolik. Jak twierdzą właściciele, tak jak dziś wieczór jest tu codziennie. Tylko pogratulować. Oczekując na zamówione dania przyglądamy się wnętrzom. Wysoki sufit nadaje przestrzenności, ale także industrialności, którą ocieplają duże abażury jasnych lamp zwisające nad stołami. Duże wrażenie robi na nas otwarta kuchnia, dzięki czemu możemy podglądać jak powstają nasze potrawy. Zanim dania trafią do gości, pozostają chwilę w „poczekalni” gdzie pod specjalnymi lampami oczekują w odpowiedniej temperaturze na zaniesienie do stolika.

Po lokalu kręci się między stolikami, obsługą, a kuchnią szef kuchni i współwłaściciel Joseph Seeletso, pytając gości o wrażenia i pilnując interesu. Lubie takie personalne traktowanie i lokale gdzie właściciele są stale obecni i dbają o klientów. Oby tak było na Duchnickiej jak najdlużej. Autorska kuchnia Seeletso jest intrygująca i fascynująca. Są tu smaki, które się zapamiętuje i takie, po które chce się tu wracać. Kolejne serwowane potrawy przenoszą nas w różne miejsca na ziemi. Nasze podniebienia wędrują po globusie wraz z naszymi kulinarnymi wspomnieniami z podróży.

Turbot z sosem z guawy (67 zł) przypomina nam pobyt w kraju „Down Under”, gdzie króluje kuchnia fusion i koktail smaków z całego

Turbot z sosem z guawy

 świata. Ryba ułożona na pomoście z kaszy kuskus jest lekko słodka, do tego doskonale pasują podane warzywa w formie świeżej i suszonej oraz niezwykły sos. Każdy kęs to wspomnienie australijskiego słońca i błekitnych fal oceanu. Z kolei Filet wołowy z gulaszem z soczewicy (65 zł) to powrót do smaków boskiego Buenos i bezkresnej Patagonii, bo nigdzie nie jedliśmy tak dobrej wołowiny jak w Argentynie. Pytamy się Josepha o pochodzenie mięsa. Wbrew naszym przypuszczeniom okazuje się, że wołowina jest nasza (ma na myśli polską, nie botswańską). Żeby była taka dobra trzeba ją jednak umieć wybrać. On umie. Nie tylko wybrać, ale także przygotować znakomity befsztyk z polskiego mięsa. Wołowina smakuje tu tak jak argentyńska. Także przystawki, które zamawiamy czyli Przepiórki z z selerowym puree (39 zł) oraz Ser kozi zawijany w cukinię (21 zł) to kulinarne majstersztyki. Naszą kolację wieńczy deser – mus z Pandamusa i białej czekolady (21 zł) podany w oryginalny sposób, w małym słoiczku, który kojarzy mi się z dobrym miodem lub naturalnymi kosmetykami, a z którego wyjadamy z przyjemnością całą zawartość.

Nie jest tu tanio. Za przystawki musimy zapłacić od 20 do 40 zł, natomiast danie główne to już wydatek ponad 60 złotych. Żeby nie wyjść stąd głodnym nie wystarczy sama przystawka lub danie główne gdyż porcje są tu niewielkie. Za to wyrafinowane w smaku i pięknie podane. To miejsce z powodu cen i wielkości dań raczej na specjalne okazje, romantyczną kolację we dwoje, czy spotkanie biznesowe w większym gronie.

Do garnka pełnego miodu muszę dolać odrobiny dziegciu. Na Duchnickiej czuć jeszcze atmosferę nowości i lekkiego zamieszania wśród obsługi. Kelner chce przyjąć od nas zamówienie, mimo że już raz je złożyliśmy, inny pyta czy chcemy zamówić deser przed podaniem dania głównego. Wyczuwa się jeszcze lekki chaos, ale nie jest on męczący, gdyż widać, że wszystkim bardzo zależy i bardzo się starają. Rozczarowuje trochę część pozarestauracyjna lokalu, czyli sklep z winem.. Wybór win nie jest tu taki szeroki jakiego bym oczekiwała po opisie na stronie „Najdłuższa karta win z różnych stron świata”, ale kładę to na karb nowości lokalu. Brakuje moich ulubionych gatunków takich jak Sauvingon Blanc z Australii czy Nowej Zelandii. Sprzedawca jeszcze nie bardzo orientuje się w asortymencie, co nie przekonuje do zakupu. Na szczęście najważniejsza w tym lokalu jest dla mnie kuchnia, więc wybaczam te drobne niedociągnięcia w części sklepowej.

Joseph’s Wine Bar to fascynująca kuchnia autorska, w której spotkamy nuty z różnych stron świata połączone po mistrzowsku. To miejsce, do którego będę wracać po czarodziejskie dania wychodzące spod batuty Josepha Seeletso.

Joseph’s Wine & Food, ul. Duchnicka 3, tel. (22) 320 29 89

Uwaga! Restauracja zamknięta.

 

Ser kozi zawijany w cukinię

Filet wołowy z gulaszem z soczewicy

Mus z Pandamusa i białej czekolady

Podsumowanie