Kitchen Room – czy warto zjeść w tej kuchni?

26 listopada 2011

To było nasze drugie podejście do restauracji Kitchen Room. Za pierwszym razem zastaliśmy kartkę „otwarcie wkrótce” i swoje kroki skierowaliśmy do pobliskiego Bałkańskiego Kotła. Ale ponieważ nowości są kuszące, już tydzień później znów jesteśmy w tych samych okolicach. Karteczki nie ma, światło zapalone, wchodzimy.  W środku jest pusto, dwa stoliki  zajęte są chyba przez właściciela ze znajomymi.  Miejsce nie jest przestronne, stoi tu kilkanaście stolików. Nazwa kojarzy mi się z miejscem przytulnym i ciepłym, bo przecież w kuchniach zazwyczaj bywa ciepło. Wystrój w Kitchen Roomie nie jest jednak adekwatny do nazwy, przeważają elementy zimne, szarości, zielenie i szklane powierzchnie. Jest tu nowocześnie, estetycznie, ale dość sterylnie.  Interesującym akcentem są ostre źdźbła traw umieszczone w doniczkach przy oknach, pochylające się delikatnie nad stolikami.

Kitchen Room

Smakuś zostaje bardzo miło powitany  przez właściciela / managera restauracji i dostaje do zabawy pomarańczowego łosia. Zwierz ów wywołuje pełnię szczęścia na jego obliczu. 🙂 A my tymczasem przeglądamy kartę, która na szczęście nie jest zbyt rozbudowana. Składa się na nią miks dań kuchni polskiej i międzynarodowej. Znajdziemy tu tatara, zupy, pasty, sałatki, a także dość klasyczne dania główne takie jak pierś z kurczaka, łosoś, stek i kaczka.  Ceny są tu umiarkowane. Za przystawki zapłacimy 15-25 zł, zupy 8-10 zł, sałatki 20-26 zł, dania główne 30-48 zł. W tygodniu oferują lunche w cenie 19,90 zł za dwudaniowy posiłek.

Na przystawkę zamawiam łososia marynowanego à la „Gravlax” (14 zł). Podany z musztardą i cytryną trafia w moje kubki smakowe zaprzyjaźniając się z nimi na dłużej. Jest nie tylko  słony, ale także kwaśny, słodki i balsamiczny. Okazuje się, że łosoś nie musi być jednak tak monotonny za jakiego go do tej pory uważałam. Tatar na chrupiącej grzance z sardynką (16 zł) jest estetycznie podany i ma wszystko co mieć powinien. Smakuje dobrze, choć nie wybitnie. Po takim wstępie dalsza część uczty zapowiada się smakowicie.

Kitchen Room

Na danie główne wybieram wołowinę  w sosie Sauvingnon z pieczarkami (44 zł), a zapytana o stopień wysmażenia zaznaczam, że ma być krwista. Powtarzam to dwa razy, bo niestety są miejsca, gdzie nie potrawią zrobić steka rare ani medium i zawsze wychodzi im well done.  Niestety dostaję kawałek pięknie podanej, udekorowanej wołowiny… zbyt długo smażonej, a w rezultacie lekko podeszwowatej. Po pierwszym kęsie już wiem, że jest twarda i sucha. Po zgłoszeniu mojej uwagi kelnerce od razu dostaję propozycję wymiany na nowy, krwisty kawałek. Nowy stek niestety również odbiega od ideału, jest ciut wyschnięty, gdyż znów zbyt długo przebywał na patelni. Ale jest już znacznie lepszy w porównaniu do poprzedniego. Zjadam go napotykając nawet w środku na kawałki krwistego mięsa. Obsługa pyta się czy nam smakuje i mimo, że danie zostało wymienione, odlicza moje danie od rachunku.

Kitchen Room

Pat zamawia turbany z polędwiczki wieprzowej marynowane mieszanką ziół (32 zł), jest zadowolony z wyboru, choć dla mnie danie mogłoby być trochę mniej słone i ziołowe.

Przy wyjściu na chwilę jeszcze zatrzymuje nas menadżer restauracji – dopytuje się o nasze wrażenia i opinie. Przeprasza za stek, który był zbyt wysmażony. Widać, że zależy mu aby zidentyfikować wszystkie niedociągnięcia już podczas rozruchu restauracji, żeby więcej się nie powtórzyły.

Kitchen Room to miejsce z potencjałem,  sympatycznym i otwartym podejściem do gości. Niektóre dania wymagają jeszcze jednak dopracowania, aby było tu nie tylko miło, ale i smacznie.

Kitchen Room, Al.Ken 84

Uwaga! Restauracja zamknięta.

Podsumowanie