Idziemy na lunch: Momu

29 kwietnia 2014

Ostatnio mam czas i możliwość częstszego zjedzenia lunchu na mieście, z czego skwapliwie, choć na razie dość nieśmiało, korzystam. Stąd na blogu nowy cykl poświęcony lunchom. Będzie krótko i na temat, bez opisów wystroju (szczególnie, że odwiedzam nierzadko miejsca, w których byłam nie raz), opiszę jedno lub dwa dania. Dania zamawiam niekoniecznie z karty lunchowej, bo nie zawsze znajduję tam coś wartego uwagi, choć o ofercie lunchowej będę zawsze wspominać. Pierwszy tekst z tego cyklu poświęcam Momu.

Odwiedzam lokal po dłuższej przerwie zastając na miejscu zupełnie inną kartę niż miałam okazję kosztować wcześniej. Piąty rozdział karty Momu o latynoskiej nazwie Calle Mexicana (bo kolejne odsłony karty noszą nazwę rozdziałów) poświęcony jest prawie w całości kuchni meksykańskiej. W karcie są więc burritos, tacos, quesadillas. Jest też zestaw lunchowy (makaron gryczany z mulami i owocami morza, kanapka z pieczoną szynką wieprzową, dzikimi grzybami oraz risotto z kaszy gryczanej i gorgonzoli – ceny 19 i 25 zł), ale nie wydaje mi się bardziej interesujący od dań w karcie. Lokal po 13.00 jest pełen, spędzam w nim dłuższą chwilę pracując przy laptopie, w porze lunchowej przewijają się tu głównie korpo-garniturowcy w konfiguracjach od jednej do kilku osób przy stolikach. Większość z osób siedzących koło mnie  również zamawia dania z karty, a nie zestawy lunchowe. Ale podejrzewam że zwykle jednak jest odwrotnie.

Momu

Rozpoczynamy od Mo’Mezze (26 zł) czyli bliskowschodniego miksu sals i sosów. Składają się na niego ułożone w oddzielnych miseczkach m.in. hummus, tabbouleh, sałatka izraelska, guacamole, tapenada i ser koryciński. To wszystko w towarzystwie pity posmarowanej serem. Taka przystawka bardzo przypada mi do gustu. Pewnie zaostrzyłabym niektóre sosy lub dodała jeden pikantny z okazji meksykańskiego menu, ale całość smakuje bez zastrzeżeń. Jest lekka, wiosenna i kolorowa. Pita posmarowana serem nie powinna jednak spoczywać jedna na drugiej, poniewaz cieżko jest jeść potem posmarowaną dwustronnie pitę. A może to widelcem powinnam ją jeść, nie ręką?

momu mezze

Momu dorsz z pieca

Na główną część lunchu wybieram Dorsza z pieca (35 zł) w ramach Hot Mo’Specials, czyli dań podawanych na gorących patelniach z dipami i pieczonymi ziemniaczkami. Co prawda obsługa ma w jego podaniu drobne potknięcie, bo przynosi je razem z zamówionymi mezze, ale jako że nie mamy ochoty rzucić się na wszystko naraz odsyłamy danie, żeby poczekało  w kuchni. Gdy wraca, prezentuje się wspaniale, jest też, zgodnie z tym co piszą w karcie, słusznych bardzo rozmiarów. Dorsz podany jest w towarzystwie grillowanych warzyw (m.in. papryka, cukinia, cebula) w sosie śmietanowym. Smakuje wyśmienicie, choć generalnie staram się unikać ciężkich sosów i gdyby w karcie była informacja o śmietanie z pewnością wybrałabym inne danie. Raz na jakiś czas pozwalam sobie jednak na śmietanową dyspensę i zjadam danie oblizując się ze smakiem, do ostatniego kawałka ryby i ostatniej kropelki sosu.

Momu podczas kolejnej wizyty trzyma poziom. Co prawda mimo lunchowej pory nie zamawiam dań ze specjalnej karty, ale miejsce na lunch bardzo polecam.

Momu, ul. Wierzbowa 11, Warszawa, Śródmieście, tel. 506 100 001

Moja recenzja restauracji Momu napisana tuż po otwarciu: Momu Gastrobar