Kulinarne spacery po Paryżu – odc. 2

8 lutego 2012

Ponownie prosto z Paryża, gościnnie pisze dla Was Magda Bulera, autorka bloga Magdabulera.blogspot.com. Zapraszam na drugi odcinek jej kulinarnej relacji z Paryża. Kolejny już niedługo:)

Drugiego wieczoru udaliśmy się do polecanej przez znajomego, a także przez przewodnik Lonely Planet restauracji Chez Janou w dzielicy Marais. To dzielnica, w której warto się po prostu zgubić i samemu odkryć coś nowego. Chez Janou, typowe francuskie bistro, chwalone jest za niezobowiązującą atmosferę, dobrą kuchnię i przystępne ceny. Mieliśmy okazję sprawdzić te recenzje. Przyszliśmy przed ósmą i choć stoliki były jeszcze puste,  przed wejściem do restauracji już stała kolejka, która jeszcze tego samego wieczoru powiększyła się kilkakrotnie. Nie zważając na to, postanowiliśmy jednak tutaj zjeść. Długie przekomarzanie się z menedżerem sali przyniosło oczekiwany efekt – zostaliśmy, wyjątkowo – especially for you, don’t tell anyone! – wciśnięci w kącik między dwoma stolikami. Zdobycie stolika postanowiliśmy uczcić aperitifem – zamówiliśmy klasyczny Kir (białe wytrawne wino z likierem cremé de cassis).

Z dań głównych wybraliśmy okonia morskiego, tym razem filet, na grillowanych warzywach z sosem będącym wariacją na temat włoskiego pesto (Bar grillé au pistou, 15 euro). Ryba była smaczna, tyle, że niezbyt dobrze wyfiletowana – wyjmowanie ości zmniejszyło nam trochę przyjemność jedzenia. Co do drugiego dania – zamówiłam risotto orkiszowe z przegrzebkami (Risotto d’épeautre et ses Saint-Jacques, 19 euro). Muszę nadmienić, że włoskie klasyczne risotto to moje popisowe danie i chyba czas, żebym przestała zamawiać je w restauracjach. To w Chez Janou było orkiszowe, więc z definicji inne, tyle, że … smakowało jak mleczny kleik. Przegrzebki były smaczne, ale ich mariaż z mlecznym orkiszem nie wypadł najlepiej. Po powrocie do Warszawy z ciekawości zrobiłam mały research na temat przepisów na orkiszowe risotto. Te, które znalazłam w internecie, podawały klasyczną metodę gotowania risotto. Może kucharze przedobrzyli z jakimś składnikiem? A może to ich interpretacja tego dania? Mnie nie zachwyciła. Postanowiłam jednak zjeść je z pokorą, zważywszy na to, w jaki sposób udało nam się dostać stolik. Po prostu nie wypadało kręcić nosem.  Testowanie naszych dań umiliło nam pyszne różowe wino Cotes de Provence.

Na deser zamówiliśmy porcję Tatre Tatin podaną z créme fraiche. To tzw. tarta „wywrócona do góry nogami” – zainteresowanych odsyłam do internetu po wyjaśnienie (warto przeczytać historię tego ciasta, które podobno powstało przez przypadek pod koniec XIX wieku, we francuskim Hotelu Tatin). Siedząca stolik obok para zamówiła mus czekoladowy (Mousse au chocolat). Nie mogę się powstrzymać, żeby nie opisać, w jaki sposób go podano. Otóż na stolik „wjechała” ogromna szklana misa pełna czekoladowego szczęścia, z wielką łyżką oraz mała miseczka. Kelner poinformował gości, że mogą zjeść tyle, ile zechcą. Przyznaję się bez bicia, że i my spróbowaliśmy:) Był przepyszny! Nasz rachunek wyniósł 65 euro – za 2 aperitify, wodę mineralną, półlitrową butelkę wina, 2 dania główne i deser. Na pewno warto tu wpaść ze względu na atmosferę – sale restauracji przypominają brzęczący ul, między stolikami jak w ukropie uganiają się kelnerzy, a do kuchni lepiej nie zaglądać – tam dopiero się dzieje!

Chez Janou, 2, rue Roger Verlomme, Paris. tel. 01 42 72 28 41. Metro Chemin Vert.

Więcej o pobycie Magdy w Paryżu znajdziecie na jej blogu

Zobacz także:

Kulinarne spacery po Paryżu – odc.1

Podsumowanie

Typ lokalu: restauracja