Natu Rest & Wine

16 lutego 2014

Na Natu Rest & Wine trafiliśmy wczoraj przypadkowo przejeżdżając Chłodną. Ta nowa restauracja umiejscowiła się tuż przy otwartym od kilku miesięcy lokalu U Chłopaków i niedaleko od węgierskiego U Madziara tworząc  mini gastronomiczny szlak ulicy Chłodnej. Zajęte stoliki w środku i wystawione tablice z menu przed lokal zachęcają do wejścia i rozgrzania się podczas zimowego spaceru.

Natu Rest & Wine Chłodna

Wnętrze Natu to drewniane meble, ceglaste fragmenty ścian, duże poziome lustra w drewnianych ramach, poduszki i obicia na fotele ze stylowymi nadrukami. Ciekawym przełamaniem bieli, szarości i drewna są czerwone akcenty – oryginalny żyrandol, czerwone kwiaty na stolikach i duże czerwone serca będące pozostałością po niedawnych walentynkach. Wzrok przyciągają też zdjęcia modeli ubranych w polskie stroje ludowe. To fotografie Piotra Sikory: „Natsuko”, „Peju”, „Thesus”, które pochodzą z wystawy „Granice” przedstawiającej modeli różnych narodowości w polskich strojach ludowych. Wystrój lokalu opracowany w najmniejszych szczegółach rozbudza oczekiwania i daje nadzieję na ciekawe wrażenia kulinarne.

Natu Rest & Wine wnętrze

Natu Rest & Wine

Natu Rest & Wine bar

Przeglądamy menu wydrukowane na jednej stronie kartki A4. To mix dań kuchni międzynarodowej. Są tu dania kuchni polskiej (rosół, befsztyk tatarski), żydowskiej (kawior po żydowsku, zestaw przekąsek z izraela), włoskiej (spaghetti), tex-mex (chilli con carne). Wśród dań głównych pojawia się m.in. pęczotto z borowikami i parmezanem, polędwiczki wieprzowe z gorgonzolą czy filet z kurczaka a la caprese z pesto. Ceny dań są dość przystępne. Większość dań głównych (poza stekiem wołowym) kosztuje od 19 do 32 zł – ale dodatki są płatne ekstra. Restauracja ma w nazwie rest & wine, co oznacza, że wkrótce ma rozszerzyć się o ofertę winną. Na razie czekają na koncesję.

Zaczynam od spróbowania kremu z pieczonych buraków z kozim serem i gruszką (13 zł). Kelnerka uprzedza, że jest dość pikantny, gdyż doprawiono go imbirem. To bardzo ciekawy dodatek, który podkręca smak dań, choć w tej zupie jak na mój gust dodano go zbyt dużo. Imbir przyćmiewa inne smaki, buraczane nuty są ledwie wyczuwalne,  nawet pokrojone gruszki, które można znaleźć w zupie smakują imbirem. Zupa ma mało kremową konsystencję, wolałabym mniej wodniste, a bardziej kremowe jej wydanie.

Kilka dni temu wróciliśmy z krótkiego wypadu do Izraela, nie moglibyśmy nie skusić się na przystawkę Hajfa (24 zł) na którą według menu powinny składać się hummus, falafel, tabuleh i ser halumi. Na naszym talerzu znajdujemy hummus, falafel, tapanade z czarnych oliwek z pietruszką, marynowaną paprykę, pitę, faszerowane liście winogron i czarne oliwki. Nie znajdujemy za to tabuleh i sera halumi. Tapanada jest najlepsza z tego zestawu, smakuje bez zarzutu, nienajgorszy jest także falafel. Hummus jest bardzo przeciętny, daleki od tych, które jedliśmy w Izraelu i niestety zdecydowanie za słony. Oliwki to niestety masowe, drylowane oliwki z supermarketu co trochę dziwi po przeczytaniu opisu restauracji na Facebooku zapewniającej gotowanie w  oparciu o naturalne i świeże produkty.

Natu Hajfa

Natu Kalmary

Kalmary podawane na rukoli, sos teriyaki (18 zł) podane w dużym skośnym talerzu prezentują się znakomicie, niestety już po pierwszym kęsie wiem, że kucharz sypnął do panierki zbyt dużo soli. Kalmary są tak słone, że na drugi kęs nie mam już ochoty. Oddaję danie kelnerce, która bardzo przeprasza, proponuje wymianę na inne i obiecuje, że danie nie będzie doliczone do rachunku.

Dość głodni liczymy, że dania główne zrekompensują nienajlepszy początek obiadu. Czas oczekiwania na dania główne przeciąga się niestety nieprzeciętnie. Między podaniem przystawek (na które czekamy ok 20 minut), a daniami głównymi mija prawie 40 minut. Kilka stolików jest co prawda zajętych, sporo jak na nowe miejsce, ale restauracja nie jest pełna i kuchnia powinna dać radę. Kelnerka przeprasza nas kilkukrotnie, przeprasza też gości przy stoliku obok, którym podobnie jak nam proponuje darmowy deser na zakończenie posiłku.

Pierwsze danie główne, którego próbuję, niestety rozczarowuje. Filet z dorsza na musie cytrynowym (32 zł) to bardzo niewielka porcja ryby,  i jak na filet zdominowana jest przez zdecydowanie za dużą liczbę ości. Ryba jest w lekkiej panierce i spoczywa na cytrynowym sosie w kolorze kanarkowym, który jest nijaki i nie przypada mi do gustu. Dorszowi towarzyszy puree ziemniaczane i  grillowane warzywa. Warzywa są zimne, tak jakby były przygotowane dużo wcześniej niż ryba, cebula jest półsurowa, bakłażan mączysty, bez smaku. To niezbyt udany dodatek. Polędwica z grilla z sosem z zielonego pieprzu  (56 zł) jest niestety trochę przeciągnięta. Zamawiamy medium rare /w kierunku rare, a dostajemy kawałek mięsa któremu bliższe jest określenie well done niż rare. Samo mięso nie jest złe, dość miękkie i soczyste, więc biorąc pod uwagę jak długo na nią czekaliśmy, nie decydujemy się na wymianę.  Polędwica podana jest z ziemniakami pieczonymi i smakowitą karmelizowaną cebulką.

Natu polędwica wołowa

Natu filet z dorsza

Natu Rest & Wine to znakomita lokalizacja na spacerowej, odświeżonej Chłodnej, piękne wnętrze oraz naprawdę sympatyczna i troskliwa obsługa. Kuchnia niestety jak na razie nie dorównuje tym elementom, gdyż zupełnie sobie nie radzi zarówno z jakością dań jak i z szybkością ich przygotowywania. Szkoda takiej lokalizacji i takiego wnętrza… Może warto pomyśleć o jakichś zmianach na zapleczu i zwiększeniu efektywności ekipy w kuchni…? Ja na razie nie planuję powrotu…

Natu Rest & Wine, ul. Chłodna 2/18, Warszawa, Wola (UWAGA! Restauracja przeniesiona na ul. Nowogrodzką 20).

Podsumowanie