Bibenda – dlaczego muszę tam wracać?

13 marca 2017

Nazwa Bibenda nawiązuje bardziej do picia niż do jedzenia. Po łacinie oznacza picie, a w języku włoskim napój. Warszawska Bibenda to sezonowa, często zmieniana karta i bezpretensjonalna atmosfera. To miejsce gdzie zwykle nie zabieram aparatu, gdzie przychodzę odpocząć i spotkać się z przyjaciółmi. By jeść i pić.

Nie ma dużo miejsc w Warszawie, do których wracam regularnie, z tak dużą częstotliwością. Zwykle testuję kolejne nowe miejsca, z ciekawości i potrzeby bezustannego odkrywania. To właśnie do Bibendy idę zawsze, gdy chcę odpocząć od robienia zdjęć, pisania recenzji. Idę tam gdy mam ochotę zjeść coś dobrego w luźnej atmosferze, w gronie przyjaciół. Wracam tam także, gdy nie ma ciekawych otwarć, a mam ochotę skosztować nowych dań. Bibenda, z racji częstych zmian menu, jest dla mnie za każdym razem nowym otwarciem.

Bibenda z zewnątrz

Za co lubię Bibendę?

Jedzenie to pierwszy powód moich powrotów. W Bibendzie jest smacznie, a kucharze nie boją się przypraw i dań wyrazistych. Nie traficie tu na dania mdłe, niedoprawione, nijakie. Produkty wykorzystywane do ich stworzenia kupowane od lokalnych producentów. Mięso jest od pani Ani pod halą Mirowską, warzywa od Skrzynki Z Pola, steki od Crazy Butchera, sery z ranczo Frontiera i od Kaszubskiej Kozy.

Taka okazja jak spotkanie z przyjaciółmi idealnie nadaje się do dzielenia. I właśnie dania idealne do dzielenia znajdziecie w Bibendzie, więc po prostu zamówcie tam kilka różnych propozycji i zobaczcie co komu zasmakuje najbardziej. Bibenda to luźna atmosfera. Wpadam tam w rozciągniętym swetrze, nie przejmując się czy mam zrobiony makijaż czy idealną fryzurę. W Bibendzie doceniam też obsługę, z przyjemnością obserwuję te same twarze przy kolejnych wizytach, co świadczy że lokal nie cierpi na problem rotacji pracowników. Niezmiennie dziwi mnie fakt, że tak mało lokali podaje gościom wodę gratis. A tutaj gdy usiądziecie przy stoliku, pojawi się przed Wami zielona butelka po winie wypełniona wodą i szklanki. Gdy ją opróżnicie, zastąpi ją kolejna. Przyjemny zwyczaj prawda?

Bibenda wnętrze

Zmienna i sezonowa karta

Zmienność i sezonowość to dwa słowa, które doskonale opisują Bibendę. Gdy jest sezon na dynię, mamy dania z dynią, w lutym i marcu na tapecie jest skrei, w maju szparagi, a w lato owoce czy chłodnik. Gdy czytacie tą recenzję jest duża szansa, że części opisywanych dań już w karcie nie będzie. Ale będą inne, których z pewnością warto spróbować. W karcie zawsze znajdziecie dwie – zwykle są wyśmienite – zupy: mięsną i wege, zapytajcie jakie są akurat dostępne, bo również zmieniają się regularnie. W karcie są dania zarówno mięsne, rybne, jak i wegetariańskie a do każdego można sobie dobrać sezonowe, warzywne dodatki. W karcie marcowej są np. świetne pory z zielonym groszkiem, sumac, mięta, skórka z cytrysów (10 zł). Niezmiennie w karcie są kanapki szefa z mięsem i wege, z dodatkami, a zwykle także sezonowane steki. Mamy także sporą kartę win, w tym aż pięć białych jest sprzedawanych na kieliszki a butelka kosztuje poniżej 100 zł. Mi najbardziej pasuje Gruner Veltliner, ale pozostałe również są warte uwagi. Oprócz win jest kilka różnych piw do wyboru, które regularnie się zmieniają, a także ciekawa karta autorskich koktajli.

Bibenda bar

Bibenda pory

Umieją tu przyprawiać

W Bibendzie zwykle zamawiamy dużo różnych dań, żeby każdy mógł skosztować wielu potraw. Podczas ostatnich wizyt jest podobnie. Na pierwszy ogień idzie Biała kiełbasa, chrupiąca soczewica, czerwona cebula, marchewka, natka pietruszki, marynowana śliwka, firmowa musztarda (16 zł). Biała kiełbasa pojawia się w karcie dość często, zmieniają się tylko dodatki. Obecna jej odsłona jest doskonała, świetnie przyprawiona, mocno czosnkowa. Dodatki,  takie jak ostra musztarda, marynowana cebula czy słodko-kwaśne marynowane śliwki, idealnie uzupełniają jej smak. Odkrywanie nowych smaków to coś, co lubię najbardziej, ale w Bibendzie mają danie, któremu zwykle nie mogę się oprzeć. Jeśli chcecie je poznać, zamówcie koniecznie Siedem chrupiących skrzydełek z kurczaka, chrupiące warzywa, sos bbq, jalapeño lub sezonowy sos habanero (17 zł). Mimo, że może brzmi to trochę fastfoodowo, to jednak fast foodu wcale nie przypomina. To aromatyczne, idealnie przyprawione, chrupiące skrzydełka podane z ostrym sosem. Ja zwykle zamawiam dwa sosy – lekko ostry bbq i drugi ostrzejszy – jalapeno lub habanero. Spróbujcie wszystkich, bo smakują mistrzowsko. Warty skosztowania jest także Tatar z rostbefu wołowego (28 zł) z egzotyczną nutą, marynowany w sosie teryiaki, wódce i imbirze podany z pikantnym chutneyem z fenkuła i mango, kolendrą, i grillowaną focaccią.

Bibenda kiełbasa

Bibenda kurczak

Bibenda tatar

Stałym punktem w programie Bibendy są także kulki z różnym nadzieniem i dodatkami. W lutowym menu są to Chrupiące kulki z grzybami, twarogiem, kaszą gryczaną, tymiankiem, aioli z czarnym czosnkiem i pieprzem, natka, biała rzepa (17 zł). Kulki mają delikatny smak, znajdziemy w nic twarog z kaszą. Lekkie i  oryginalne sa także Boczniaki, czarny czosnek, jarmuż, pietruszkowa śmietana, paprykowe grzanki z focacci (19 zł), które znajdziemy w menu w marcu.

Dania główne

Przystawki w Bibendzie są na tyle duże, że nie zawsze wybieram z karty dania główne. Zupą i przystawką lub dwoma przystawkami zwykle można się najeść. Ale dania główne smakowo nie odstają od reszty i warto się na nie skusić przy większym głodzie. Wielkością porcji zaskakuje potężna golonka gotowana w bulionie z czerwonym winem i suszonymi śliwkami (39 zł). Podana jest z czerwoną kapusta z imbirem, chilli i sosem rybnym, surówką z białej rzepy, selera naciowego, czarnego czosnku i mięty. Miękkie, idealnie przygotowane mięso w oryginalnym towarzystwie. Przez cały sezon zjemy tu Skrei, który występuje tu poza standardową kartą, podawany jest w różnych odsłonach, z różnymi dodatkami. Podczas dwóch wizyt próbujemy go w dwóch daniach. Za pierwszym razem podany jest z puree z topinamburu, z groszkiem. Podoba mi się chrupanie groszku czy cytrusowa nuta limonki. Ryba jest jędrna i soczysta, skóra mogłaby być co prawda bardziej przypieczona a z kolei biała strona ryby ciut mniej, ale całość smakuje bez zarzutu. Skrei podczas wizyty marcowej jest idealnie przygotowany, z chrupiącą skórką, w towarzystwie musu z groszku, orzeźwiającego sosu, marynowanego jajka i kolendry. W oryginalne orientalne klimaty wprowadzi nas wegetariańskie danie na bazie pieczonego selera (27 zł) podanego z sosem amba mango, tofu w tempurze z mąki ryżowej, mlekiem kokosowym, wakame, dymką, kolendrą, czarnym czosnkiem, kiełkami mung. Sos amba mango czyli sos stosowany w kuchni bliskowschodniej zwykle robiony na bazie  mango, kurkumy, chilli, gorczycy jest jednocześnie pikantny, słony i słodki, niezwykle harmonijny.

Bibenda Skrei 1

Bibenda SKrei 2

Bibenda golonka

Bibenda seler

Droga Bibendo, wystawiłam Ci laurkę, trwaj więc jak najdłużej, nie zmieniaj się i broń Boże się nie psuj. A ja będę nadal wracać żeby jeść i pić!

Restaurację Bibenda odwiedziłam w ramach podróżowania po Warszawie szlakiem skrei, pełna relacja z wszystkich miejsc gdzie miałam okazję skosztować tej wyśmienitej ryby znajdziecie tu: Skrei znów w Warszawie. Gdzie go zjeść?

Bibenda, ul. Nowogrodzka 10, Warszawa, Śródmieście, tel. 502 770 303

Artykuł powstał częściowo przy współpracy firmą Norge, dystrybutorem skrei – dorsza norweskiego w Polsce.

Podsumowanie

Dzielnica: Śródmieście

Kuchnia: autorska, międzynarodowa

Ceny: 20-40 zł

Typ lokalu: bar, restauracja

Dodatkowe wymagania: wifi

Okazja: babskie ploty, lunch, na drinka, spotkanie w grupie, spotkanie z przyjaciółmi