Al Fuego – wracam jak bumerang!

29 stycznia 2020

Al Fuego – po hiszpańsku oznacza „na ogniu”. To nazwa restauracji otwartej pod koniec września na Żoliborzu w przestrzeni Defabryka przy Duchnickiej. Trudno tu dotrzeć przypadkowo, chyba, że akurat pracujecie w okolicy lub robicie tam zakupy. Hiszpańska nazwa restauracji ma odzwierciedlenie także w menu – znajdziemy tu dania kuchni z Półwyspu Iberyjskiego, a także potrawy z krajów Ameryki Łacińskiej m.in. Argentyny.

Szefem kuchni Al Fuego jest Marcin Leśniak, którego efekty prac mieliśmy okazję próbować kilkukrotnie w restauracji Podkowa Wine Depot. Te wspomnienia oraz ewidentny niedobór w Warszawie lokali z kuchnią z Hiszpanii i krajów iberoamerykańskich to powody, dla których przychodzimy niedługo po otwarciu.

W karcie Hiszpania, ale nie tylko…

Menu restauracji od powstania ewoluuje, niezmiennie jednak pojawiają się w nim steki (z polskiej i argentyńskiej wołowiny), ryby i owoce morza. W obecnej karcie znajdziemy też mniej popularne dania takie dania jak chuleta de cerdo, czyli grillowany schab z kością z patatas bravas i sosem chimichurri, czy znane w Hiszpanii, ale także w Ameryce Południowej empanadas. Kuszą także ryby i owoce morza:  filet z corviny, ośmiornica na ziemniakach, tatar z tuńczyka czy krewetki w chipsach ziemniaczanych.

Co weekend restauracja zaprasza na specjalne weekendowe menu, podczas których możemy natrafić m.in. na argentyńską parilladę, ceviche z okonia czy dania kuchni hiszpańskiej takie jak paella z owocami morza, krewetki z chorizo czy królik w pomidorach. W weekend przy zamówieniu powyżej 70 zł dzieci jedzą za darmo dania z menu dziecięcego (niestety dość ubogiego i wartego rozbudowania w przyszłości). Ceny dań głównych oscylują od 22 zł (wege gulasz z ciecierzycy) do 99 zł (za stek argentyński), kieliszek wina zamówimy od 15 zł, butelkę od 60 zł więc cenowo restauracja prezentuje się przyzwoicie. Karta win trochę rozczarowuje przewagą pozycji włoskich – na 19 win są tylko 3 wina hiszpańskie (w tym żadnego białego) i jedno argentyńskie. Aby być spójnym z konceptem lokalu, proporcja powinna być raczej odwrotna.

Trochę mnie martwi ewolucja polegająca na powolnym rozszerzaniu oferty kuchni z hiszpańsko-argentyńskiej w kierunku międzynarodowej. W menu niedawno załopotały flagi, a wśród nich polska i włoska, w tygodniowych promocjach pojawiło się hasło „kuchnie świata” co  trochę rozmywa dość spójny do tej pory koncept. Mam nadzieję, że w tym przypadku nie skończy się na kolejnym miejscu zdominowanym przez burgery, makarony i kuchnię z całego świata, bo bardzo by było szkoda….

Jedna wizyta to za mało

Nasza pierwsza wizyta w Al Fuego była okazją do spotkania po latach ze znajomymi. To dość ryzykowne zabierać grupę znajomych do zupełnie nowego, niesprawdzonego miejsca, ale co mi tam… kto nie ryzykuje… W sześć osób robimy dość spory przegląd karty, który uzupełniamy zaraz na drugi dzień już w zmniejszonym i nieco zmienionym gronie. Do kolejnych kilku  odwiedzin przekonuje nas nie tylko bardzo dobre wykonanie dań z karty, a także bardzo interesujące regularne zmieniane weekendowe menu.

Do lokalu można wejść z dwóch stron. Jedno wejście jest od środka przestrzeni Defabryka, drugie, bezpośrednie z zewnątrz od razu na salę działa tylko latem i mam nadzieję, że w przyszłym roku pojawi się przed nim ogródek. Wystrój wnętrz jest estetyczny i niebanalny. Wzrok przyciąga intrygujące malowidło na ścianie. Z głośników zwykle dobiega hiszpańska muzyka. Serce od razu podskakuje i chce mi się śpiewać… w moim ulubionym języku… Humor mam więc już dobry zanim na stół wjeżdża jedzenie. Podczas każdej wizyty w Al Fuego na początek dostajemy wyśmienitą puszystą focaccię w towarzystwie pochodzącego z Argentyny sosu chimichurri. Uwaga, bo jest sycąca! Ale jednocześnie wyśmienita i pachnąca ziołami, a serwowany do niej sos – dokładnie taki jaki pamiętam z naszej podróży po Argentynie.

Odkrywanie kuchni Al Fuego rozpoczynamy od eksplorowania standardowej karty. Bardzo przypada mi do gustu idealnie miękka ośmiornica  z ziemniakiem, oliwą z naci i wędzoną papryką (24 zł) – autorska wersja ośmiornicy po galicyjsku czy odświeżająco przyjemny tatar z tuńczyka z sezamem, teriyaki i zielonym ogórkiem (35 zł).  Imponująco prezentują się chrupiące i niesztampowe krewetki w chipsach ziemniaczanych, z sosem aioli i couile paprykowym (19 zł). Z mięsnych dań warto spróbować wyśmienitego, soczystego grillowanego  schabu z kością – chuleta de cerdo podanego z sosem chimichurri, grillowanymi warzywami i hiszpańskimi patatas bravas czy mięciutką gicz jagnięcą (59 zł) z trawą żubrową i puree ziemniaczanym. Nie ustępują im steki – próbujemy solidnego, idealnie przyrządzonego rostbefu z Angusa (65 zł). Przyjemne są także empanadas nadziewane serem lub mięsem.

Ze specjalnych menu z przyjemnością kosztuję intrygujący i fantastycznie wykonany stek z kalmara w pesto (35 zł), przyzwoite mule w sosie z pomidorami i z białym winem (39 zł za o,5 kg) czy udaną paellę z owocami morza (39 zł). Najciekawszą weekendową propozycją zarówno pod względem estetycznym jak i smakowym jest mix de mariscos, czyli talerz owoców morza dla dwóch osób (139 zł), na który składają się się: zachwycające ceviche  z okonia, aromatyczne grillowane krewetki, świetnie przyprawione małże brzytwy, boski łupacz w tempurze, poprawne kalmary w tempurze,  sałatka, pieczywo i dwa kieliszki wina. Wrażenie na nas robią  także dania serwowane w ramach weekendu  z tradycyjną kuchnią Hiszpanii – obłędny królik w pomidorach (60 zł) czy mięciutkie, winne ossobucco (gicz cielęca) duszone w czerwonym winie i warzywami podane z polentą (65 zł), oba dania z lampką wina w cenie.

Dlaczego tu wracam?

Szef kuchni restauracji Al Fuego umie gotować, co wiedziałam już zanim przekroczyłam drzwi restauracji. Zjecie tu wyśmienitą kuchnię z przewagą dań hiszpańskich i argentyńskich (i oby tak zostało!). Dania nie tylko świetnie smakują, ale zachwycają też oko. Po spróbowaniu większości pozycji z karty zwykle jednak nie odwiedzam tej samej restauracji zbyt często. Po prostu lubię nowości. Al Fuego kusi mnie jednak niezwykle skutecznie od samego otwarcia ciekawymi weekendowymi propozycjami, obok których ciężko przejść obojętnym. Pozytywne wrażenia z wizyty dopełnia sympatyczna, pomocna, ale nie nachalna obsługa restauracji. Z przyjemnością tu wracam jak bumerang i próbuję kolejnych dań z karty.

Al Fuego, ul. Duchnicka 3, Warszawa, Żoliborz, tel. 538 314 311