La Iberica – kulinarna wyprawa z GPSem

9 sierpnia 2011

Aby dotrzeć do tej hiszpańskiej restauracji trzeba być wytrwałym i uzbroić się w cierpliwość. Spora odległość restauracji La Iberica od centrum miasta nie jest czynnikiem sprzyjającym kulinarnym ucztom. Dlatego kolejne podejścia do tego miejsca spalały do tej pory na panewce. La Iberica zawsze była nie po drodze i gdzieś hen hen daleko. Kiedy wreszcie zdecydowałam się wyjść na przeciw odległości, kolejne próby kończyły się niepowodzeniem z powodu braku miejsc w restauracji. Tytuł Knajpy Roku przyznany przez „Co Jest Grane” w roku 2010 przyciągnął dużo chętnych i zarezerwowanie tu stolika graniczyło z cudem.

Tym razem, w gorącą sierpniową sobotę, udało się znaleźć wolne miejsce. Dojazd co prawda nie należał do najłatwiejszych i GPS, który nas prowadził zacząć zwodzić nas na manowce, ale wreszcie dotarliśmy do tego hiszpańskiego zakątka. Utrudnienia na wejściu zwykle rodzą wygórowane  oczekiwania. Knajpa gdzieś na końcu świata chyba musi być wyjątkowa, jeśli ktoś aż tu przyjeżdża, żeby coś zjeść.

Mieliśmy szczęście, gdyż zajęliśmy jedyny wolny stolik w ogródku. Nasz stolik sąsiadował ze sporym jak na restaurację miejscem do zabawy dla dzieci, gdzie można wrzucić swą pociechę między domki i zjeżdżalnie, a jednocześnie mieć ją na oku. Smakuś mimo, że jeszcze bardzo mały też na chwilę został tam wrzucony i bardzo mu się podobało. Czyli z dziećmi do La Iberiki jak najbardziej można.

Karta dań nie jest długa, ale bardzo interesująca. Pozycji wartych zamówienia jest więcej niż możliwości, więc cieżko jest dokonać wyboru. Kuszą tapasy, owoce morza, dania mięsne. Z pomocą spieszy  sympatyczny kelner opisując szczegółowo dania i doradzając w wyborze. Na naszym stole królują tego dnia owoce morza i ryby. Zaczynamy od  tapasów na rozbudzenie apetytu. Ośmiorniczki w białym winie (20 zł) są miękkie i smaczne, mimo że  sos przypominający gulaszowy wywołuje moje lekkie rozczarowanie. Wielkość dania też nie zachwyca i ledwo starcza na rozbudzenie apetytu.  Humor o 300% poprawia mi za to Ośmiornica po galicyjsku (30 zł). Jest doskonała w swojej prostoscie, bo to przecież tylko kawałki ośmiornicy, ziemniaków, oliwa, sól morska i przyprawy. Tylko? A jednak smakuje wybitnie, z lekką paprykową nutą przypomina mi danie, które kosztowałam dwa lata temu w Madrycie w Galicyjskiej knajpce.

Kiedy ośmiornice są już wspomnieniem, na stół wjeżdżają kolejne zamówione dania, a mój nastrój nadal plasuje się na wyższych piętrach smakowych przyjemności. Zielone papryczki „Pimientos de Padron” (20 zł), które pokochałam w stolicy Hiszpanii, smakują w La Iberica dokładnie tak samo. Może zabrakło  pojedynczych ostrych niespodzianek, które były ciekawostką w Madrycie i które czaiły się wśród  łagodnych egzemplarzy tych zielonych warzyw. Papryczki w la Iberica były lekko słodkie, lekko słone, mięciutkie, rozpływające się w ustach. Pochłonęłam prawie cały talerz (resztę udało się podprowadzić innym uczestnikom uczty w tym Smakusiowi) w oka mgnieniu.

Stek z tuńczyka w stylu śródziemnomorskim (42 zł) podany z chutneyem warzywnym, sałatką, ziemniakami i grillowanymi warzywami to również danie wywołujące pozytywne odczucia i wakacyjny uśmiech na ustach. Stek jest wysmażony idealnie, medium,  nie za surowy, dokładnie taki jak lubie. Kosztuję  też kawałek legendarnego sernika na zimno,  o którym rozpisywał się Maciej Nowak.  Deser jest rzeczywiście niewiarygodnie wyborny.La Iberica to miejsce, które warto odwiedzić. Mimo trudności w dotarciu i położenia na końcu świata. Dla takich hiszpańskich dań, warto kluczyć wśród praskich uliczek, a nawet zabłądzić . Niezależnie od odległości i tak bliżej mi tu niż na Półwysep Iberyjski.

OCENA: 4,73/6  (jedzenie 5,4, atmosfera 4, obsługa 4,5, jakość/cena 5)

La Iberica, ul. Płowiecka 35, tel. 608 819 767