Stółdzielnia

25 kwietnia 2013

Literę „t” w nazwie  nowego lokalu na Mokotowie odkryłam dopiero po chwili. Najpierw przeczytałam Spółdzielnia i zastanawiałam się o co tu chodzi i co to za nowa kooperatywa… 😀 Nazwa okazała się jednak dużo bardziej dwuznaczna i kreatywna… Nowa restauracja nazywa się Stółdzielnia. Z wielką przyjemnością mogę ją dopisać do listy najciekawszych nazw restauracji, którą jakiś czas temu opublikowałam. To miejsce o wzorcowo wykonanej identyfikacji wizualnej i perfekcyjnie zaprojektowanym logo, za które odpowiadają bracia Lange.

Stółdzielnia

Z zewnątrz to miejsce zupełnie niewyględne, gdyby nie logo zawieszone na bramie, nie wpadłabym na to, że może tam mieścić się lokal gastronomiczny.  Za bramą kryją się przedpotopowe pawilony… Przez wiele lat miejsce  były zamknięte dla mas, okoliczni mieszkańcy wspominają stojące tu od lat budynki jako warsztaty, ale nikt tak naprawdę tam nie był… Na zagrodzony teren dostać się możemy z dwóch stron, od ulicy Kazimierzowskiej i od Wiktorskiej.

Z zewnątrz miejsce sprawia wrażenie wielkiego rozgardiaszu…  Mało estetyczny pawilon, a otoczenie to nie jest miła mokotowska zieleń, ale prozaiczny, spory parking, na którym masowo zaparkowano samochody dostawcze. Ale przynajmniej nie ma problemu ze znalezieniem miejsca do parkowania, jeśli nie przyszliśmy tu na nogach.

Aby dostać się do środka schodzimy po schodkach do podziemia. Niewielkie pomieszczenie na dole jest dość ciemne, ze względu na ograniczony dopływ światła dziennego przez malutkie piwniczne okienka. Wystrój jest prosty, minimalistyczny. Biel przeplata się z seledynowymi akcentami, które znamy już z logo. Spokojną całość lekko przełamuje tablica menu z kolorowymi literkami tworzącymi nazwy dań, kojarząca się raczej z gastronomią z czasów PRL. Ocieplającym elementem są kwiaty na stołach, a także otwarta kuchnia, gdzie kucharz akurat przygotowuje pizzę.  Wszystkie stoliki w środku są zajęte albo zarezerwowane,  znajdujemy jeden wolny w niewielkim ogródku na zewnątrz. Jest jeszcze dość chłodno, ale mocno grzeje słońce…  Stoliki na powietrzu upodobały dziś sobie rodziny z małymi dziećmi, więc klimat jest trochę jak na rodzinnej imprezie. Szybko następuje wymiana uśmiechów i zdań pomiędzy dziećmi, a potem dorosłymi, po chwili już wiemy, że nie możemy wyjść stąd bez zamówienia tarty cytrynowej.Stoldzielnia-11

Stółdzielnia

Stółdzielnia

Próżno by tu szukać wydrukowanych kart menu, listę dostępnych dań możemy sobie przeczytać wewnątrz lokalu, dla siedzących w ogródku jest opcja wyprawy do środka lub recytacja menu przez obsługę. W menu znajdziemy głównie dania włoskie – pizze, makarony i dość spory wybór owoców morza. Możemy tu zjeść nie tylko popularne krewetki czy kalmary, ale również rzadziej spotykane małże brzytwy, vongole, cozze czy mule. Oferta dostępnych morskich jak też i innych propozycji jest zmienna. Ceny dań w Stółdzielni są raczej wyższe niż niższe, szczególnie jeśli chodzi o pizze czy makarony (większość kosztuje 30-35 zł podobnie jak np. w Mamma Marietta), owoce morza w cenach 35-40 zł  to raczej średnia cena w porównaniu do konkurencji. Kusząco przedstawia się tutejsza lista przystawek. Jest kilka popularnych jak bruschetta czy carpaccio, ale są także niespodzianki, których nie tak łatwo znaleźć na mieście jak rydze, karczochy, focaccia z lardo czy carpaccio z ośmiornicy.

Zanim pojawi się kelnerka, mija dłuższa chwila. Po jakimś czasie podchodzi do nas właściciel i przeprasza za wydłużony czas obsługi. Tłumaczy, że działają od niedawna, nie liczyli na takie obłożenie. Właściciel zapewnia nas, że warto jednak poczekać, recytuje kartę i przyjmuje zamówienie. Zaczynamy od przystawek. Rudy rydz (18 zł) czyli rydze na maśle to rzadkość w menu warszawskich restauracji, więc ich wybór jest oczywisty. Te w Stółdzielni są chrupiące i lekko potraktowane pieprzem dobrze współpracują z towarzyszącą im rukolą. Całość wygląda niesztampowo, jest intensywna w  smaku, choć dość skromna jeśli chodzi o wielkość.

Kolejna przystawka, Karczochy (20 zł) prezentują się po królewsku, ale zgodnie z zapowiedzią właściciela to danie dość męczące w obsłudze i niewielka część jest jadalna. Reszta jest twarda i niezjadliwa. Nie jestem ekspertem w karczochach, jadłam je zaledwie kilka razy w życiu, może były młodsze, a może inaczej przyrządzone, ale z tego co pamiętam więcej można było z nich zjeść. Karczochy są smakowite, lekko słodkie, delikatne. Szkoda tylko, że tak dużo roboty przy obieraniu, a tak niewiele do zjedzenia. Mimo zjawiskowej prezencji nie jest to danie przyprawiające o dreszcz.

Pizza Luco Lena Tartufa (35 zł) to pizza z pastą truflową i szynką. Ma cienkie ciasto, można by powiedzieć, że dietetyczne. Ze względu na mikrą grubość ciasta pizza łamie się w drodze z talerza do ust. Smakuje pierwszorzędnie.  Mule na winie (39 zł) z pietruszką, cebulą, papryką to danie wytrawne, lekko cytrusowe, pełne czosnku i świetnie przyprawione. Niebo w gębie.

Stółdzielnia

Stółdzielnia

Stółdzielnia

Posiłek zamykamy tartą cytrynową (12 zł), poleconą przez sąsiadów ze stolika obok. Jest mocno cytrynowa, orzeźwiająca, nie za słodka, o kruchym spodzie. Jak zeznaje właściciel, nie powstaje na miejscu, robią ją dla nich przyjaciele z Piniata Słodkości. Konsystencja i smak ciasta są obłędne!

Stółdzielnia to knajpa młodziutka, na rozruchu i  jeszcze nie wszystko tu działa, szczególnie jeśli chodzi o szybkość obsługi… Wynagradza to podejście właścicieli, którzy są na miejscu, podchodzą do gości, dopytują, opowiadają, przepraszają za zwłokę. Dania są przygotowane z dobrych jakościowo składników, a poziom ich wykonania nie zawodzi oczekiwań. Ja polubiłam to miejsce i wrócę z pewnością, szczególnie na świetnie przyrządzone owoce morza i kreatywne przystawki, które trudno spotkać gdzie indziej.

Stółdzielnia, ul. Kazimierzowska 22, Mokotów, Warszawa, tel. 22 845 00 67