Pink Crow Restaurant & Bar

26 maja 2014

Niezmiernie cieszą mnie otwarcia lokali w dzielnicach do tej pory dość gastronomicznie ubogich. Na przykład taka Ochota, gdzie niedawno otworzył się bardzo smakowity Videlec, ale to zaledwie kropla w morzu potrzeb. Szybko więc podążam do nowego miejsca na Grójeckiej – Pink Crow Restaurant & Bar. Nie za bardzo wiem czego się spodziewać, ale ciekawość wygrywa. Adres strony podany na Facebooku restauracji kieruje mnie do strony agencji o tej samej nazwie, która zajmuje się m.in. produkcją telewizyjną i eventami. Wygląda na to, że na fali gastronomicznego boomu w stolicy postanowili zdywersyfikować działalność. Sprawdzam czy z powodzeniem.

Pink Crow z zewnątrz

Lokal działa od trzech tygodni w miejscu gdzie przez lata była restauracja Latający Kufer. Wchodzi się do niej od ulicy Baśniowej, tam też ustawiono spory ogródek piwny. Zaglądam do środka. Wnętrze  jest całkowicie odremontowane, zrobione z gustem. Jego analizie nie poświęcam jednak zbyt wiele czasu, siadamy na zewnątrz korzystając z pięknej pogody.

Przeglądam kartę Pink Crow. Nie jest długa. To plus. Dania są bardzo standardowe, takie jakie można spotkać wszędzie, karta niczym się nie wyróżnia. Hmm… minus. W przystawkach bruschetta, tatar (w dość zaporowej cenie 31 zł), sałatka caprese, w daniach głównych kurczak, polędwiczki wieprzowe, łosoś, stek i kaczka. Oprócz tego kilka zup, sałatki i pasty. Czytając kartę mam przez chwilę ochotę dać dyla, bo ile można jeść kurczaka, caprese czy łososia, ale głód wygrywa z intuicją.  Z ciekawości zaglądam później w necie do menu restauracji Latający Kufer, która tu była wcześniej i widzę dokładnie te same dania tylko kilka złotych tańsze.  Ktoś tu się specjalnie nie wysilił tworząc kartę lub po prostu jest to dokładnie to samo miejsce tylko z nowymi cenami i być może nowym właścicielem. Cenowo jest dość wysoko, zdecydowanie wyżej niż w Videlcu. Za wysoko na tą okolicę. Dania główne są w cenach 39 – 55 zł, wszystkie z wyjątkiem jednego kosztują powyżej 40 zł.

Pink Crow ogródek

Kelnerka, która nas obsługuje dość ogólnie opowiada o daniach i nie wydaje się być zbyt przyjazna. Obiad zaczynam od kremu cebulowego z domowymi grzankami (12 zł). To zupa krem  z odrobiną tartego sera i jedną grzanką podaną na osobnym talerzu. Zupa jest mdła, nijaka, choć jednak zjadliwa. Tortilla ziemniaczana (21 zł), która pojawia się w menu w przystawkach opisana jest jako tradycyjny hiszpański omlet ziemniaczany. Egzemplarz, który ląduje na naszym talerzu to jednak jest lokalna odmiana hiszpańskiego dania. Do jajecznicy wrzucono plasterki ziemniaków, boczek i gotowe.  Ziemniaki są niestety nieobrane, a ponieważ nie są  młode i ich skórka nie należy do kulinarnych rarytasów, trzeba je sobie z omletu powyjmować i obrać. Nie dziwie się, że Smakuś, fan hiszpańskiej tortilli nie zapałał miłością do tej wersji. Kaczka po staropolsku (44 zł) to  chyba najlepsze danie, jakie jemy w Pink Crow. Niestety i tu nie jest idealnie, gdyż kaczka jest trochę zbyt sucha.

Pink Crow tortilla

Pink Crow kaczka

Stek wołowy z warzywami z grilla (55 zł) zamawiam jak zwykle krwisty. Mięso, które dostaję jest porządnie przeciągnięte, suche i niezjadliwe. Towarzyszący mięsu sos pieprzowy zrobiony na moje życzenie (bo zwykle podają czosnkowy) jest zupełnie pozbawiony smaku. Grillowane warzywa to prawie surowa papryka, mączysty, nijaki bakłażan i chrupiąca, smaczna cukinia.  Reklamuję mięso i talerz wędruje do kuchni. Kelnerka proponuje, że przygotują stek jeszcze raz. Mam wątpliwości czy potrafią, ale ryzykuję. Po kilkunastu minutach dostaję ponownie zamówione danie. Stek tym razem jest krwisty, ale niestety nie wytrzymuje porównania z pełnymi smaku, świetnymi stekami, które miałam okazję ostatnio jadać  np w Wół na Stół czy Bydło i Poidło. A cenę ma podobną.

Pink Crow stek

Pink Crow ciastka

W ramach rekompensaty, mimo naszych protestów, że na słodkie nie mamy dziś ochoty, dostajemy trzy różne desery: sernik, ciasto czekoladowe i jakiś przekładaniec. Najlepsze z tego jest ciasto czekoladowe, pozostałe smakują dość sztucznie i są mega słodkie.

W trakcie naszego obiadu dwaj panowie zawieszają w ogródku duży ekran, a na oknie wielkimi literami wypisano zaproszenie na dzisiejszy wieczór z finałem Ligi Mistrzów. Myślę, że to jest właściwe przeznaczenie lokalu. Piwo jako towarzysz meczu. Zjeść jednak proponuję gdzie indziej, na przykład w odległym o kilka przecznic Videlcu. W Pink Crow stosunek jakości do cen wypada bardzo słabo. I tak się zastanawiam, ale na to pytanie sami sobie odpowiedzcie. Czy na pewno każdy powinien otwierać restaurację?

Pink Crow Restaurant & Bar, ul. Grójecka 70, Warszawa, Ochota, tel. 22 824 71 30

Podsumowanie

Dzielnica: Ochota

Kuchnia: międzynarodowa

Ceny: 40-60 zł

Typ lokalu: restauracja

Przewodnik: nowe miejsca

Dodatkowe wymagania: ogródek letni