Trawisz

30 czerwca 2015

Trawienie to nie jest ten etap procesu jedzenia, o którym zwykle piszę i który jest na pierwszym planie. Nazwa nowego lokalu przy Mokotowskiej – Trawisz jest więc dość przekorna, skupia się na tym co się dzieje już po jedzeniu a nie przed lub w trakcie. „Traf do nas, straw potrawę, powtórz” – tak zachęca restauracja do jej odwiedzenia na swojej internetowej stronie. Identyfikacja wizualna lokalu z dominującym kolorem szarym i jasnozielonym jest warta odnotowania.  Jeśli chodzi o wystrój wnętrza to znajdziemy tam przede wszystkim szarości. Szara jest podłoga, ściany i sufit. Białe krzesła mają ciemnoszare obicie. Szary kolor złamany jest – występującą już w logo – zielenią: na stołach stoją zielone rośliny w doniczkach, zielone motywy trawy wymalowano także na barze przy wejściu. Na ścianach pozytywnego kolorytu dodają także wielobarwne obrazy. Tworzący projekt wnętrza pomyśleli też chyba o klientach dla których podstawą trójkąta Maslowa jest naładowana bateria ;-), gdyż praktycznie przy każdym stoliku jest kontakt i można np. podładować komórkę albo tablet. Na ogródek nie ma tu za wiele miejsca, ale przed lokalem ustawiono dwa stoliki dla tych, którzy preferują jedzenie na powietrzu.

Trawisz z zewnatrz

Trawisz odwiedzamy w sobotę, niecały tydzień po otwarciu. Lokal jeszcze nie ma koncesji, ale chętnych częstują winem białym, czerwonym i prosecco. Szefową kuchni w restauracji Trawisz jest Marta Czernicka, uczestniczka jednej z edycji Hell’s Kitchen. Restauracja specjalizuje się w kuchni polskiej, którą chce serwować w nowym wydaniu. To już kolejna nowa restauracja (po Varso Vie, Zest by Kibart czy Małej Polanie Smaków) z podobnym profilem kuchni polskiej odkrywanej na nowo, co cieszy mnie bardzo i temu trendowi bardzo kibicuję. Karta jest krótka i zawiera zarówno dania kuchni polskiej (np. pierogi z bobem i szałwią czy tatar wołowy z lebiodą), jak i dania kuchni inspirowane innymi krajami (zupa tajska czy carpaccio z ośmiornicy). Pierwszy rzut oka na kartę daje jednak wrażenia przewagi międzynarodowości kuchni nad  polskością, może warto by zmienić proporcje i dopasować kartę do konceptu.

Trawisz wnetrze

Trawisz wnętrze

Najpierw na naszym stole pojawia się amouse bouche – tatar z łososia na guacamole, z liofilizowaną cebulą. To lekki, smaczny, odrobinę pikantny start. Poduszeczka z ciasta żytniego z serem korycińskim na kumpiaku podlaskim (25 zł) to mały żytni pierożek w kształcie kieszonki wypełniony serem, podany w towarzystwie doskonałej polskiej wędliny. To oryginalne danie, choć porcja bardzo niewielka, taka na ząb. Carpaccio z ośmiornicy w sumaku (35 zł) to dość neutralne w smaku cieniusieńko pokrojone lekko słone plasterki ośmiornicy skontrastowane przez cytrusowe nuty czerwonej pomarańczy i pikantną, choć trochę dominującą to danie rzodkiewkę. Co prawda w daniu powinien być sumak nadający kwaśnego tonu, ale ten ton jest praktycznie niewyczuwalny. Zabrakło mi tu trochę soku z cytryny i odrobinę pieprzu żeby ocenić danie jako pełne i dobrze wykończone.

Trawisz poduszeczka

Trawisz carpaccio

Pieczeń z indyka sous vide  (40 zł) to bardzo bezpieczny wybór dla kogoś kto nie lubi eksperymentować. Kilka plastrów mięciutkiego mięsa podano z młodymi ziemniakami, cukinią, pieczoną cebulą, zielonym groszkiem i marchewką. Danie jest poprawne, ale bez fajerwerków, nie widzę w nim też odkrywania smaków kuchni polskiej na nowo, czym chwali się restauracja. Lekka i sezonowa jest Sałatka z boczniakiem różowym i szparagami (35 zł). W sałatce znajduję kilka rodzajów sałat w tym musztardowca, kilka różowych boczniaków i ciut zbyt skromną vs oczekiwania liczbę szparagów. To lekka i poprawna propozycja, doskonała na upalny dzień. Jeśli  chcecie spróbować czegoś naprawdę ciekawego zamówcie schab z kimchi (45 zł). To nowoczesna wersja schabowego z kapustą. Dostaniecie gruby kawał różowego w środku, mięciutkiego, soczystego schabu owiniętego panierką z parmezanu. Zamiast kapusty z zasmażką wieprzowinie towarzyszy pikantna kapusta kimchi. Taką odsłonę polskiej kuchni chcę kosztować częściej!

Trawisz pieczen

sałatka szparagi

Trawisz schab z kimchi

Zgodnie ze wskazówkami restauracji Trawisz: trafiłam, jedzenie strawiłam, ale czy powrócę? Myślę że tak, bo widzę w tym miejscu potencjał. Wrócę zobaczyć jak się rozkręcają. Mam ochotę spróbować pierogów z bobem i szałwią czy deserów, które z opisu brzmią oryginalnie, a na które tym razem nie starczyło mi już miejsca. Liczę także na więcej dań z kuchnią polską odkrywaną na nowo i kreatywnyych, takich jak schab z kimchi. Jeśli mamy pomysł na lokal to bądźmy mu wierni, nie skręcajmy w międzynarodowe standardy, czy kuchnię jak u mamy (jak w przypadku indyka). Mocną stroną lokalu jest też sympatyczna obsługa, która dobrze zna kartę i skład dań. I nie muszą tłumaczyć się przed klientami – jak w kilku lokalach, które ostatnio odwiedzałam – że są czynni od niedawna więc nie wiedzą co podają i akurat tego jeszcze z karty nie jedli. Przecież obsługę można przeszkolić przed otwarciem:).

Trawisz, ul. Mokotowska 49a, Warszawa, Śródmieście, tel. 733 468 555

Podsumowanie

Dzielnica: Śródmieście

Kuchnia: międzynarodowa, polska

Ceny: 40-60 zł

Typ lokalu: restauracja

Przewodnik: nowe miejsca

Dodatkowe wymagania: ogródek letni

Okazja: babskie ploty, lunch, spotkanie z przyjaciółmi