U Rysia – miejska smażalnia z rybami z Mazur

25 września 2016

U Rysia, nowy bar z rybami przy Rysiej, kusi świeżymi rybami prosto z Mazur. W karcie ryby na różne sposoby: lin w śmietanie, sieja w galarecie,  pieczony sandacz czy flaczki z lina… Czy poczujecie się tu jak w smażalni na Mazurach? 

Na nowe restauracje rybne czekam z utęsknieniem, bo ciągle ich mało. Gdy mam ochotę na rybę, zwykle odwiedzam Der Elefant Fishmarket, lubię zaglądać do Bez Ości czy Ę Rybę, a ostatnio z radością odkryłam rybny pop-up Lokal na Rybę. Nadrabiam te wszystkie stracone lata wieku dziecięcego kiedy ryb raczej unikałam i jadłam bardzo rzadko. U Rysia, nową rybną restaurację w Warszawie, otworzyli gastronomiczni wyjadacze – właściciele włoskiej Trattoria Boccone, suszarni Gruba Ryba czy tajskiej Thaisty. Lokal odwiedzamy pierwszego dnia działalności zakładając, że u doświadczonych restauratorów nie natkniemy się na okres docierania się obsługi i kuchni.

U Rysia, z zewnątrz

Smażalnia czy restauracja?

Lokal U Rysia jest hybrydą restauracji i smażalni, choć bliżej mu do tej drugiej. Lubią tu kolor. Na ceglastej ścianie przyciąga wzrok modny, kolorowy neon, kolorowe są też obicia na krzesła i kanapy. Pastelowe kafelki dopasowane idealnie pod barwy neonu. Lubię taką kolorystyczną spójność. Restauracyjne, chociaż nadal dość przystępne, są też ceny. Zupy zjemy w cenach 16 zł, dania główne (ryba + dodatki) to wydatek ok. 30 – 40 zł. Sposób zamawiania przenosi nas do smażalni czy baru mlecznego. Zamawiamy przy ladzie wybierając z menu podobnego do tych, które możemy spotkać w barach. Po zamówieniu dostajemy kawałek plastiku, który wyje i świeci gdy nasze zamówienie jest gotowe. Samodzielnie też musimy je odebrać, więc jeśli nie macie doświadczenia jako kelner czy kelnerka lepiej nie próbujcie lawirować po sali z tacą pełną napojów i dań, bo skazane jest to na porażkę. Sposób zapłaty jest dziwny. Najpierw płacimy za część dań, tych które nie są na wagę, a potem dostajemy drugi rachunek, za ryby na wagę. Podwójne płacenie wydaje mi się dość dziwną komplikacją, dodatkowo obsługa nie informuje, że płatność będzie podzielona na dwie części. Dopiero przy odbiorze okazuje się, że wcześniej zapłaciliśmy tylko za część dań. Czy to obawa że uciekniemy nie płacąc zanim nadejdą dania? Ale po co tak komplikować?

Organizacyjnie jeszcze nie są gotowi, lekcji nie odrobili, widać że się uczą i panuje mały chaos. Jest mnóstwo obsługi, ale nie przyspiesza to procesu zamawiania i odbierania dań. Nie czekamy dłużej niż 20 minut, ale jak na lokal typu bar to trochę za długo.

U Rysia, restauracja rybna, Marszałkowska wnętrze

U Rysia wnętrze, bar

U Rysia neon, restauracja rybna, Warszawa, Marszałkowska

Co zjemy u Rysia?

W karcie są tylko dania rybne, a ryby – jak chwalą się u Rysia – dostarczane są regularnie z Mazur. Możemy zjeść tu  lina, pstrąga, sieję, okonia, sandacza czy suma. Ryby przygotowywane na trzy sposoby: tradycyjnie smażone, gotowane na parze lub pieczone bez tłuszczu. Są też zupy rybne (rybna, bulion z troci i flaczki z lina), a w przeszklonych ladach stoją zimne przekąski, a także słoiki z rybami, które można kupić na wynos. Do tego możemy dobrać sobie surówki, frytki, pieczywo, krokiety ziemniaczane czy frytki z cukinii.

Sieja w galarecie (17 zł) lekko marynowana, jędrna, z koperkiem, to dobry początek. Może nie wygląda, ale smakuje bez zarzutu. Flaczki z lina (16 zł) są wyśmienite, dobrze przyprawione, jak prawdziwe flaki. Zamiast mięsa w talerzu znajdziemy kawałki lina, a także warzywa. Nie musicie obawiać się też ości mimo, że lin to mocno oścista ryba. Malutkie, chrupiące rybki kryją się za daniem Okoń „frytka” (12 zł/100g) z niewielką warstwą panierki, chrupiące, ale soczyste w środku, razem z sosem kolendrowym. To świetna przekąska lub danie dla dzieci.

sieja w galarecie, U Rysia, Warszawa

U Rysia, flaczki z lina, restauracja rybna, Warszawa, Marszałkowska

U Rysia, okoń frytka, restauracja rybna, Warszawa

Z dań głównych wybieramy Lina w śmietanie (32 zł). To spory kawałek ryby podanej w całości w smakowitym, śmietanowym sosie. Może nie wygląda wspaniale, bo prezencja tu raczej barowa, ale smakuje bez zarzutu. Uwaga, lin ma dużo małych i dużych ości, ale taka jego natura. Sandacz pieczony (12 zł/100g) mógłby mieć może bardziej spieczoną skórkę, ale sama ryba jest soczysta, jędrna, taka jak trzeba. Do dań dobieram sos chrzanowy i kolendrowy (1,5 zł za szt), a także bukiet surówek (8 zł).

lin w śmietanie, u Rysia

U Rysia, sandacz

Czy warto do Rysia?

U Rysia to taka miejska smażalnia tylko z restauracyjnymi cenami. Organizacyjnie jeszcze się docierają i nie jest pod tym względem idealnie (podobnie było w Thaisty na początku).  Dania może nie zachwycają prezencją, ale w smażalni nie należy się spodziewać dzieła sztuki na talerzu. Smakowo na szczęście nie zawodzą oczekiwań i przenoszą nas nad mazurskie jeziora. Miłośnicy słodkowodnych ryb na pewno znajdą tu coś dla siebie.

U Rysia, ul. Marszałkowska 140, (róg Rysiej), tel. 791 111 151