Best of 2017: moje restauracyjne przeboje roku

9 stycznia 2018

Po najciekawszych nowych miejscach 2017 roku, o których pisałam niedawno – czas na podsumowanie restauracji, do których najchętniej i najczęściej zaglądałam w 2017  roku, czyli na moją listę przebojów ubiegłego roku. Mimo blogerskiego nawyku ciągłego poszukiwania nowości lubię wracać także w sprawdzone miejsca i odkrywać nowe dania czy nowe odsłony menu. W przeciwieństwie do lat poprzednich na tej liście znalazły się tylko dwie restauracje otwarte w 2017 roku, co oznacza że nowości – aczkolwiek było kilka bardzo ciekawych – nie przyciągały mnie aż tak często do siebie. W porównaniu z poprzednią listą sprzed dwóch lat pokrywają się tylko dwa miejsca (Ale Wino i Bibenda), a pozostałe to lokale, które polubiłam czy odkryłam później. Poniżej znajdziecie listę restauracji, do których wracałam najczęściej  i najchętniej w zeszłym roku. Przyciągały mnie ciekawą kartą, zmianami w menu czy przyjemną atmosferą. W podsumowaniu znajdziecie nie tylko restauracje, a także inne miejsca związane z jedzeniem – sklepy, targi, ale tylko te, które odwiedzałam regularnie.

7 restauracyjnych przebojów, do których najchętniej i najczęściej wracałam w 2017 roku (kolejność alfababetyczna)

 

Ale Wino

Na liście moich ulubionych miejsc restauracja Ale Wino pozostaje niezmiennie od lat. W 2017 r. również regularnie wracałam na Mokotowską odkrywając nowe dania przygotowane przez utalentowanego szefa kuchni Sebastiana Wełpę. Szczególna pochwała należy mu się m.in. za zalewajkę, po której zjedzeniu miałam ochotę zamówić ją również na danie główne i deser. Niesamowita była zupa szczawiowa, niezapomniane dania ze skrei, a także jak zwykle świetne dania ze szparagów. Duże brawa dla Ale Wino należą się również za inaugurację letnich niedzielnych obiadów zwanych Prandium, podczas których prosta sezonowa kuchnia serwowana jest w patio na świeżym powietrzu – to wyjątkowe doświadczenie, które mam nadzieję będzie kontynuowane w tym roku.

Bibenda

Bibenda już kolejny rok pojawia się w tym zestawieniu. W zeszłym roku nie zawiodła mnie ani razu: wracałam tu na lunche, na weekendowe obiady czy wino wieczorem. W zmieniającej się co miesiąc karcie niezmiennie można zjeść dobrą prostą kuchnię przygotowywaną z sezonowych produktów z dobrych i znanych źródeł. Spróbowałam wielu nowych, ciekawych dań np. tatara z rostbefu wołowego z egzotyczną nutą, marynowanego w sosie teryiaki, wódce i imbirze podanego z pikantnym chutneyem z fenkułem i mango,  golonkę gotowaną w bulionie z czerwonym winem i suszonymi śliwkami, czy dania ze skrei. Wracałam także chętnie na Bibendowe hity, takie jak biała kiełbasa czy skrzydełka z kurczaka. Latem z radością jadałam w przyjemnym ogródku w patio, które po raz pierwszy pojawiło się w Bibendzie.

Bez Gwiazdek

Restauracja Bez Gwiazdek zdobyła moje serce lekką kreatywną kuchnią polską opartą o inspiracje z poszczególnych regionów Polski.  Gdy tylko mogłam wracałam na kolejne odsłony zmienianego co miesiąc degustacyjnego menu Roberta Trzópka, który udowadnia, że kuchnia naszego kraju nie musi być nudna, a menu degustacyjne niesamowicie drogie. Przy każdej wizycie w Bez Gwiazdek odkrywałam nowe połączenia smakowe zainspirowane często zapomnianymi regionalnymi daniami. Hołubcie bielkowskie z menu zachodniopomorskiego, siuśpaj czy kwaśnica z menu małopolskiego, to tylko wybrane  dania z wielu takich, które nie dały mi o sobie zapomnieć.  Kuchni Roberta Trzópka towarzyszą niebanalne wina, w tym także polskie. Zjadłam większość (a żałuję, że nie wszystkie) odsłon menu restauracji i zamierzam kontynuować ten miły nawyk także w tym roku.

Fest Port Czerniakowski

Ta działająca od 2016 roku przy klubie DeSki restauracja zyskała w zeszłym roku nową duszę – jej sercem jest ważąca tonę wielka wędzarka, a mózgiem – szef kuchni, miłośnik wędzenia Iwan Sokolyk. Wspólnie zdobyli moje serce wybitnymi wędzonymi mięsnymi przysmakami takimi jak żeberka wieprzowe, domowa kiełbasa, boczek wieprzowy czy udka kurczaka, które podają  z pysznymi sezonowymi dodatkami. Wpadałam tu regularnie przez całe lato i wczesną jesień na obiad albo serwowane w niedzielę między 10, a 15 brunche.

Kieliszki na Hożej

Szef kuchni Dawid Balana w kuchni w Kieliszkach przy Hożej bawi się połączeniem francuskich standardów z polskimi smakami i produktami. Chętnie tu wracam na lunche, na kolacje kosztując kolejnych odsłon menu. Rezultat jego pracy jest oryginalny, nieprzekombinowany, a przede wszystkim niezwykle smaczny.

Rozbrat 20

Tuż po otwarciu, dwa lata temu było to moje ulubione miejsce śniadaniowe, lubiłam umawiać się tam na biznesowe śniadania, ale wpadałam także na lunche. W ostatnim roku od kiedy kuchnią zawiaduje Bartosz Szymczak, przychodziłam tu głównie na kolacje próbując dań opartych na dobrym produkcie i sezonowych składnikach w towarzystwie świetnych win. Będę wracać i w tym roku.

Talerzyki

Jesienna premiera w warszawskiej gastronomi, polski tapas bar – Talerzyki przy Mokotowskiej, wbił się na moją listę przebojem, w pierwszym tygodniach odwiedziłam go trzy razy i zjadłam większość dań z karty. Na szczęście karta regularnie się zmienia, więc  już w grudniu znów tu zawitałam  by skosztować kolejnych pozycji z menu.  Lubię tu wracać na polskie przekąski na zimno i ciepło, takie jak  flaki z boczniaków, białą kiełbasę z sosem żurkowym i ziemniakiem, czy tartaletkę grzybową z musem z pora.

4 miejsca związane z jedzeniem, które najczęściej odwiedzałam w 2017 roku

Bio Bazar

Podobnie jak w poprzednich latach wpadałam po dobre produkty na Bio Bazar na Żelazną do Fabryki Norblina. Trzy razy w tygodniu można tu kupić ekologiczne produkty od różnych dostawców. Po przeniesieniu targu na Mokotów mam trochę dalej, ale na pewno nie zaniecham regularnych zakupów.

Hala Gwardii

Wpadam tu na drobne zakupy albo żeby zjeść coś na szybko. Najczęściej zamawiam w Bistro Run Vegan, lubię ich flaki z boczniaków, bigos, chilli sin carne. Zaglądam też do Baru Mlecznego, do San Escobar czy na leczo do stoiska z węgierskimi produktami.

Piekarnia Piwońscy

Od czasu mojej wizyty w Piekarni Piwońskich w Łomiankach nie mogę już jeść innego chleba. Chleb żytni z tradycyjnej piekarni Piwońskich w wersji standardowej lub z rożnymi dodatkami np. z cebulą czy śliwką można znaleźć zawsze w mojej kuchni. Najczęściej kupuję chleb w ich firmowej piekarni przy ulicy Staffa na Bielanach. Lubię tam wpadać także po słodkie hiszpańskie wypieki, hummus z Maghrebu czy inne smakołyki od małych producentów.

Targ w Fortecy Kręglickich

Targ w Forcie Legionów przy ulicy Sanguszki gromadzi  w każdą środę dostawców dobrego jedzenia. Mam tu ulubionych dostawców i produkty, po które regularnie wracam. Kupuję warzywa u pana Ziółki (a od jego pomidorów od dawna już jestem uzależniona), jogurty od Mlecznej Drogi, pikle (w tym moje ukochane ogórki, cukinię z chilli lub zielone pomidory) i zupy od państwa Orzechowskich z gospodarstwa Jastrzębie Kąty i wiele innych przysmaków. Wiosną i latem jestem tu praktycznie co tydzień, jesienią i zimą trochę rzadziej.

Podsumowanie

Przewodnik: podsumowanie, rankingi